Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 maja 2018

"Jej wysokość P." - Joanne MacGregor




Tytuł: Jej wysokość P.
Tytuł oryginału: The Law of Tall Girls
Autor: Joanne MacGregor
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 16 marca 2018
Liczba stron: 435


     Kiedy w pewnym momencie okazuje się, że czytamy naprawdę bardzo dużo książek, mamy ochotę sięgnąć czasami po coś znacznie lżejszego, przy czym spędzimy bardzo dobrze czas, zrelaksujemy się, ale pomimo wszystko coś z tej lektury wyniesiemy. Mając ochotę właśnie na taką historię, postanowiłam skusić się na powieść młodzieżową z bardzo przyjemną dla oka okładką. Czy zawartość okazała się równie przyjemna i zadowalająca?

wtorek, 6 marca 2018

"Fake it" - Sandra Nowaczyk




Tytuł: Fake it
Autor: Sandra Nowaczyk
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 17 stycznia 2018
Liczba stron: 288


      Po tej książce na dobrą sprawę nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Nie znałam do tej pory autorki, o książce nic wcześniej nie słyszałam. Zaintrygował mnie jednak opis i postanowiłam sprawdzić, co kryje się pod tą tajemniczą okładką. Co znalazłam?

środa, 21 lutego 2018

"Światło" - Jay Asher




Tytuł: Światło
Tytuł oryginału: What Light
Autor: Jay Asher
Tłumaczenie: Maria Smulewska
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 276


    Czas świąt Bożego Narodzenia to okres, w którym próbujemy wejść w odpowiednią atmosferę i nastrój, bardzo często sięgając właśnie po książki, które wpisują się w taką tematykę. Takie też jest Światło, ale czy pomimo iż święta minęły już jakiś czas temu, to wróciłam wspomnieniami do ciepła i magii tego okresu?

środa, 27 grudnia 2017

"Sekretne spotkanie" i "Po prostu ja" - Jean Ure




Tytuł: Sekretne spotkanie; Po prostu ja
Tytuł oryginału: Secret meeting; Just peachy
Autor: Jean Ure
Tłumaczenie: Małgorzata Żbikowska; Dominika Repeczko
Seria: Jean Ure
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: lipiec 2017
Liczba stron: 192 || 256



     Jak to na okładkową srokę przystało, widząc coś kolorowego wśród literatury dziecięcej, długo się nie zastanawiałam. Miałam nadzieję, że szybko złapie za nie córeczka i razem spędzimy bardzo miło czas. Czy tak się stało? Czy po raz kolejny okazało się, że miałam szczęście i intuicja mnie nie zawiodła?

poniedziałek, 20 listopada 2017

"Eperu" oraz "Habbatum" - Augusta Docher


Nie można stracić czegoś, 
czego się nigdy nie miało.






Tytuł: Eperu; Habbatum
Cykl: Wędrowcy
Autor: Augusta Docher
Wydawnictwo: BIS
Data wydania: 16 lipca 2015 | maj 2016
Liczba stron: 552 | 560

    
     Jeśli mam być szczera, to serią Wędrowcy byłam najmniej zainteresowana, jeśli chodzi o twórczość autorki. Choć chciałam zacząć przygodę od jej pierwszej książki, jaką jest Anatomia uległości, to poznałam już wszystkie, łącznie z tą dzisiaj omawianą, a do wspomnianej Anatomii w dalszym ciągu nie dotarłam. Choć Eperu i Habbatum trochę już leżały na półce, ciężko było mi się za nie zabrać. Przerażała mnie ich objętość - łącznie to ponad tysiąc sto stron! Sporo. Do tego trochę się jednak obawiałam tego, co znajdę na ich kartach. Czy słusznie?

sobota, 4 listopada 2017

"Miłość, która przełamała świat" - Emily Henry || RECENZJA




Tytuł: Miłość, która przełamała świat
Tytuł oryginału: The Love That Split the World
Autor: Emily Henry
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik
Wydawnictwo: YA!
Data wydania: 14 czerwca 2017
Liczba stron: 400


     Czasami jest tak, że wystarczy krótkie spotkanie z okładką książki, a wiecie, że macie na nią wielką ochotę. Taką książkę jesteście w stanie dostrzec na najbardziej oddalonej półce w księgarni i nic wtedy po drodze się już nie liczy. Tak właśnie miałam z tą książką. Od momentu, w którym ujrzałam tę prostą, lecz rzucającą się w oczy okładką wiedziałam, że muszę ją poznać. Czy jej zawartość jednak dorównała wyglądowi zewnętrznemu?

wtorek, 31 października 2017

"13 powodów" - Jay Asher || RECENZJA




Tytuł: 13 powodów
Tytuł oryginału: Thirteen Reasons Why
Autor: Jay Asher
Tłumaczenie: Aleksandra Górska
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 28 marca 2017
Liczba stron: 272


     Jestem w stu procentach pewna, że nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie pewne osoby, które przede wszystkim szalenie zachwalały mi serial, który powstał na jej podstawie. W momencie, w którym jednak dowiedziałam się, że istnieje książka było już pewne, że za szybko ekranizacji nie obejrzę. Wolałam najpierw przeczytać, gdyż z reguły to właśnie książki są znacznie lepsze niż filmy. Jak było tym razem?

niedziela, 8 października 2017

"Luonto" - Melissa Darwood || RECENZJA



... można kogoś znać od kilku lat i nie czuć nic; można być z kimś przez chwilę i poczuć wszystko.







Tytuł: Luonto
Autor: Melissa Darwood
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 26 kwietnia 2017
Liczba stron: 320


     Moja przygoda z twórczością Melissy Dawrdoow rozpoczęła się od książki Pryncypium, którą miałam okazję przeczytać w ramach akcji Book Tour organizowanej przez autorkę bloga My fairy book world, za co jestem niezmiernie wdzięczna! Pryncypium jest rewelacyjne i powiedziałam sobie, że jeśli jej najnowsza powieść będzie tak dobra, jak poprzednia - przeczytam jej wszystkie książki, jakie wyda. Luonto miało się stać moją wyrocznią. Z jakim efektem?
 

środa, 16 sierpnia 2017

"Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości skryby" - Brandon Sanderson




Tytuł: Kości skryby
Tytuł oryginału: Alcatraz Versus the Scrivener's Bones
Cykl: Alcatraz kontra Bibliotekarze (tom 2)
Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: 24 maja 2017
Liczba stron: 320


     Niezbyt często zdarza się tak, że książka młodzieżowa wciągnie mnie na tyle, że nie mogę się doczekać, kiedy poznam dalszy ciąg przygód intrygujących bohaterów. Tym razem czekać nie musiałam długo, ponieważ kolejna część cyklu czekała już na mnie na półce. Czy i tym razem przygody trzynastoletniego chłopca wciągnęły mnie bez opamiętania? Sprawdźmy!

wtorek, 8 sierpnia 2017

"Pierworodna" - Tosca Lee [recenzja]




Tytuł: Pierworodna
Tytuł oryginalny: Firstborn
Seria: Piętno Krwawej Hrabiny (tom 2)
Autor: Tosca Lee
Tłumaczenie: Anna Bereta-Jankowska
Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: 26 kwietnia 2017
Liczba stron: 376


     Piętno Krwawej Hrabiny zaczęłam poznawać już w pierwszym tomie tej serii, którym są Potomkowie. Przed lekturą pierwszej części nie spodziewałabym się, że tak bardzo przypadnie mi do gustu. Zachęcona niesamowitą fabułą wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała sięgnąć po kontynuację. Choć na wydanie Pierworodnej w Polsce nie trzeba było długo czekać, książka przeleżała chwilę na półce. Miałam nadzieję, że jej lekturą będę się delektować, dlatego chciałam wybrać odpowiedni ku temu moment.

piątek, 4 sierpnia 2017

"Piasek Raszida" - Brandon Sanderson




Tytuł: Piasek Raszida
Cykl: Alcatraz kontra Bibliotekarza (tom 1)
Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: 15 lutego 2017
Liczba stron: 312


      Są takie nazwiska, których nie wypada nie znać. Choć czytam kilkadziesiąt książek miesięcznie, do teraz nie poznałam twórczości wielu znakomitych pisarzy, których zachwala się niemalże a każdym kroku. Z całą pewnością, gdybym ograniczyła się do jednego, może dwóch gatunków - byłabym w stanie. W momencie, kiedy lubię sięgać po książki z różnych półek, nie jestem w stanie fizycznie poznać wszystkiego, co bym chciała. Tak jest między innymi ze S. Kingiem, A. Sapkowskim, czy M. Witkiewicz. W końcu udało mi się poznać R. Mroza, a czas nadszedł również na Brandona Sandersona...

czwartek, 6 lipca 2017

:Piosenki o dziewczynie" - Chris Russell [recenzja]




Tytuł: Piosenki o dziewczynie
Tytuł oryginału: Songs about a Girl
Autor: Chris Russell
Tłumaczenie: Kamil Maksymiuk-Salamański
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 14 czerwca 2017
Liczba stron: 384


      Wakacje to okres, w którym mamy ochotę na chwilę relaksu i spokoju. Właśnie w tym celu szukałam czegoś lekkiego, prostego i ciekawego. Moja uwaga skupiła się na książce Piosenki o dziewczynie i wraz z nią liczyłam, na opowieść o młodzieńczej miłości, która pozwoli mi wrócić do wspomnień z wcześniejszych lat i na chwilę pomoże zapomnieć o codziennościach zwykłego życia. Czy to się udało?

      "To było takie samo uczucie, jakie masz wtedy, gdy wspinasz się na bardzo wysoki budynek, stajesz na krawędzi dachu, trzymając się barierki, a jakiś głos w twojej głowie każe ci skoczyć, przechylić się przez balustradę i runąć w dół niczym spadająca gwiazda."
Tak właśnie czuję się Charlie, gdy pierwszy raz patrzy na nią Gabe West - frontman najpopularniejszego boysbandu świata, Fire&Lights. Do tej pory Charlie czuła się schowana za obiektywem swojego aparatu -  niewidzialna i niesłyszalna. Wcale nie chciała robić zdjęć na koncercie Fire&Lights, chociaż poprosił ją o to Olly, dawny kolega ze szkoły, a obecnie członek zespołu. Ktoś ją w to wrobił i nie mogła już odmówić. Szalony, charyzmatyczny Gabe sprawia, że jej życie zmienia bieg. Charlie czuje, że jest między nimi niezwykła bliskość, związek, który trudno wytłumaczyć. Dlaczego wszystkie teksty Gabe’a są o niej? Jaka tajemnica kryje się w ich słowach?

      Pierwsze, co chciałabym Wam przekazać, to fakt, że Chris Russell ma niezwykłą smukałkę do kreacji bohaterów. Charlie, młoda dziewczyna, to ktoś, kogo polubi każda z nas. Jestem niemalże pewna, że nie ma wśród nas osoby, która za młodzieńczych lat miała swojego artystę idola, do którego mogła wzdychać godzinami, prawda? Główna bohaterka jest szalenie miłą, sympatyczną i odpowiedzialną osobą. Otrzymała szansę poznania ulubionego zespołu "od kuchni". Nagle wyszła zza obiektywu aparatu. Dzięki swoim zdjęciom stała się rozpoznawalna, a każda dziewczyna zazdrości jej bliskości z Fire&Lights. Chłopaki z zespołu niezmiernie cieszą się na jej widok. Charlie jest do tego szalenie utalentowaną osobą. Czy można chcieć od życia czegoś więcej? Przecież to praktycznie spełnienie najskrytszych marzeń połowy nastolatek.

      Kiedy skończyłam lekturę tej książki, to dopiero wtedy zerknęłam na autora. Jakoś wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Zachęcił mnie opis i pozytywne oceny, więc dlaczego miałam nie przeczytać. Właśnie wtedy zorientowałam się, że tę książkę napisał mężczyzna. To mnie bardzo zaskoczyło! Dlaczego? Ponieważ zazwyczaj trafiam na książki młodzieżowe, które wyszły spod pióra kobiecego. Okazuje się, że mężczyzna może napisać niesamowitą powieść młodzieżową, której nie potrzeba dodatkowego lukru, czy przesłodzonych romansów. Uważam, że jest to fantastyczna książka, w końcu napisana z zupełnie innego punktu widzenia. Bądźmy szczerzy, mężczyźni trochę inaczej postrzegają świat, niż my kobiety. Przy okazji chciałabym wspomnieć, że powieści młodzieżowe nie są skierowane tylko do tej grupy. Sama już od dobrych kilku (a niedługo kilkunastu) lat opuściłam grono młodzieżowe, jednak do dziś lubię sięgać po książki skierowane właśnie do młodych ludzi, ponieważ są lekkie, przyjemne i odrobinę oderwane od prawdziwego życia. Wakacje to idealny czas na sięgnięcie po tego typu lekturę, aby móc idealnie się zrelaksować. Dla mnie Piosenki o dziewczynie były strzałem w dziesiątkę.

      Warto zaznaczyć również fakt, że autor porusza w swojej książce wątek bardzo popularnego w dzisiejszym świecie hejtu. Chyba każdy z nas przynajmniej kilka razy spotkał się z hejterem w internecie, prawda? Niestety młodzi ludzie (ba! starsi też) nie radzą sobie z anonimowymi hejterami, a już szczególnie kiedy czują się "gorsi", "słabsi", "inni niż wszyscy", "nienormalni". To temat trudny i bardzo mnie cieszy, że został tutaj poruszony.

       Książka napisana jest lekkim, prostym i przyjemnym językiem, co zdecydowanie jest jej dużym plusem. Właściwie nie mam nic do zarzucenia językowi i stylowi autora, nie mam również uwag, co do polskiego tłumaczenia. Może po drodze trafiłam na dwie drobne literówki, jednak jest naprawdę dobrze, a całość czyta się niezmiernie szybko! Zakończenie powieści z całą pewnością pozostawi w Was chęć sięgnięcia po kolejną część, bo dobrej lektury nigdy za wiele!

       Piosenki o dziewczynie to idealna lektura na wakacyjne wieczory zarówno dla grupy docelowej, którą jest młodzież, jak i dla starszych czytelników. To opowieść o niesamowitej dziewczynie, której zazdrościć może każda z nas. Jednak wszystko do czasu. Lekka, przyjemna i przede wszystkim mądra książka, którą polecam z czystym sumieniem. Jestem pewna, że po przeczytanie zakończenia będziecie mieć tylko ochotę na więcej. Polecam!







Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję księgarni dadada.pl

czwartek, 11 maja 2017

"Wszystkie twoje marzenia" - Agata Czykierda-Grabowska [recenzja PREMIEROWA]


Kochał ją. Tak jak się kocha po raz pierwszy i po raz ostatni. Tak jak się kocha tylko raz.




Tytuł: Wszystkie twoje marzenia
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: OMGBooks
Data premiery: 10 maja 2017
Liczba stron: 400


     Czasami zdarza się tak, że pragniemy bardzo mocno przeczytać książkę, jeszcze zanim pojawi się w premierach. Tak było i tym razem. Z wielką przyjemnością śledzę stronę autorki i z wielką niecierpliwością oczekiwałam na wieści w sprawie wydania właśnie tej powieści. Coś mi podpowiadało, że będzie to niesamowita historia. Bardzo lubię pióro Agaty Czykierda-Grabowskiej i ciekawe pomysły, dlatego też miałam wielką nadzieję na to, że się nie zawiodę, a moja literacka dusza zazna ukojenia. Czy tak się stało?

      Kiedy Kamil poznaje Maję, ta planuje właśnie wrzucenie swojego starego opla do Wisły. Pełna energii i mająca ogromny apetyt na życie dziewczyna od początku fascynuje przystojnego studenta, ale też  od razu wyraźnie stawia granicę: Obiecaj mi, że nigdy się we mnie nie zakochasz. 
Początkowo Kamil nie widzi w tym nic złego. Dopiero przeprowadził się do Warszawy, zaczął studia. Mogą być kumplami z akademika. Albo przyjaciółmi. Albo friends with benefits...
Ale czy taka relacja jest w ogóle możliwa? Skoro są tylko przyjaciółmi, to dlaczego Kamil ma ochotę rozszarpać każdego faceta, który zbliży się do Mai? I jaka tajemnica nie pozwala Mai na planowanie przyszłości?

      Mając w pamięci historię z Jak powietrze, wiedziałam, że Agata Czykierda-Grabowska wysoko postawiła sobie poprzeczkę. Ciekawa byłam, czy utrzyma wysoki poziom, czy może stworzy jeszcze lepsze dzieło? Jedno było pewne - w momencie, kiedy książka wpadła mi w ręce od razu przystąpiłam do lektury. Nie potrafiłam jednak od razu napisać recenzji. Nie wiedziałam, jakich użyć słów, by przedstawić Wam tę prostą, a zarazem niesamowitą historię dwójki studentów, którzy skradają nasze serca od pierwszych stron powieści.

     O pisarce mówi się, że jest najlepszą autorką New Adult. Cóż, nie mogę się nie zgodzić. Wszystkie twoje marzenia to powieść prosta, lekka, a za razem niesamowita, mądra, czarująca i wciągająca od pierwszej strony. Dostarcza ogromu śmiechu, momentów wzruszeń i gorących emocji. Nie przypuszczałam, że może pomieścić w sobie tak wiele. 

     Agata Czykierda-Grabowska po raz kolejny stworzyła niesamowitych bohaterów. Co jest w nich takiego wspaniałego? Ich realność! Właściwie moglibyśmy ich spotkać w swoim życiu i nic by nas w tym nie zdziwiło. Ilu studentów mieszka w akademikach, ma za sobą trudne przeżycia i stara się po prostu żyć i marzyć? Sądzę, że wielu. Może i autorka troszkę wyidealizowała Kamila, chociaż wiem, że i tacy się zdarzają. Po prostu trzeba czasami dłużej poszukać, a jestem pewna, że trafimy na kogoś takiego, jak on. Nie chodzi mi o piękną buźkę i mięśnie. To nie jest najważniejsze. Kamil ma piękne wnętrze. Jest dobry, inteligentny, potrafiący kochać i cieszyć się z drobnostek (jak chociażby z przepysznych babeczek!). Tacy faceci istnieją. Naprawdę!

     Podoba mi się to, że autorka osadza fabułę swoich powieści w miejscach, które zna - Warszawa. Dzięki temu, czytelnik bez problemu może przenieść się myślami do świata Mai i Kamila, i wspólnie z nimi spędzać czas. Osobiście nigdy w Warszawie nie byłam, ale jestem pewna, że jej mieszkańcy bez problemu odnajdą się we wspomnianych w treści miejscach. Sama nie raz zamykałam oczy czytając książki osadzone we Wrocławiu i wyobrażałam sobie, jak ulubieni bohaterowie przechadzają się znanymi mi miejscami. To niesamowite uczucie!

     Po raz kolejny autorka oprócz głównego tematu, serwuje nam wątki poboczne, które wcale do łatwych nie należą. Walka z chorobą, strata jednej z najbliższych osób, miłość do płci przeciwnej, ale i do przyjaciela, czy brata, problemy wychowawcze, rozstania, ból oraz radość z życia, pogoń za marzeniami i uroki codziennego życia. To nie wszystko, bowiem wszystko wypisać się nie da. Lepiej przeczytać książkę, która zaserwuje Wam o wiele więcej, niż można by oczekiwać.

     Muszę tutaj zdecydowanie wspomnieć o scenach erotycznych, które odnajdujemy na kartach powieści. Właściwie kiedy doszłam do jednego z tych momentów, naszły mnie obawy. Nie wiedziałam, jak daleko autorka się posunie w swoich opisach i jak jej to wyjdzie. Do dnia dzisiejszego przeczytałam wiele powieści erotycznych i wiem, że ciężko czasami jest się w scenach seksu odnaleźć. Wiele autorów stawia na wulgarne i przepełnione agresją akty. Jest to jakieś wyjście. Na szczęście tutaj było inaczej. Może to zabrzmi dziwnie, ale aż miło czytało się właśnie opisy zbliżeń bohaterów. Agata Czykierda-Grabowska stworzyła sceny delikatne, ale przepełnione ogromem uczuć i emocji. Muszę przyznać, że zdecydowanie mocniej biło mi serce i liczyłam na to, że w dalszej części dostanę jeszcze powtórkę z tego, co przeczytałam. To było niesamowite przeżycie!

      Autorka ma lekki i bardzo plastyczny język. Książkę czyta się szalenie szybko. Za szybko! Barwne opisy i niesamowicie zabawne i wciągające dialogi, to tylko część tego wszystkiego. Ogromnego uroku dodaje przepiękna okładka, która z daleka rzuca się w oczy, nasuwając ciepłe i przyjemne, wakacyjne dni. Z całą pewnością pisarka stworzyła jeszcze lepszą historię niż ta, którą poznaliśmy w jej poprzedniej powieści Jak powietrze, którą również bardzo polecam!

     Wszystkie twoje marzenia to jedna z tych książek, które nie zawiodą nikogo. Bawi, wzrusza, dostarcza ogromu emocji i niezapomnianych przeżyć. To historia o wielkiej miłości i przyjaźni, o stracie i marzeniach, o codziennych i realnym życiu, które mogło spotkać każdego z nas. Niesamowita historia Mai i Kamila, które zapadnie w Waszych sercach na bardzo długi czas. Gorąco polecam!






     

sobota, 6 maja 2017

"Dzikie serca" - Suzanne Young [recenzja]




Tytuł: Dzikie serca
Tytuł oryginały: All in Pieces
Autor: Suzanne Young
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 26 kwietnia 2016
Liczba stron: 264


     Są takie książki, które od samego początku przyciągają do siebie. Często ma na to wpływ urokliwa okładka, po której już wiele można się domyślać. Tym razem było troszkę inaczej. Gdybym kierowała się tylko wyglądem zewnętrznym, z całą pewnością po Dzikie serca bym nie sięgnęła. Czy wnętrze, które nota bene jest najważniejsze zaskoczyło mnie pozytywnie? Czy może treść nie okazała się wiele lepsza od okładki?

     Savannah musi bardzo się starać, żeby jej życie nie rozpadło się na kawałki. Przebiła ołówkiem na wylot rękę swojego ekschłopaka Patricka i z diagnozą "problemy z kontrolą gniewu" trafiła do Brooks Academy, szkoły dla uczniów wyrzuconych z innych placówek. Nieważne, że zrobiła to, bo drań wyśmiewał się z jej młodszego, upośledzonego brata... a braciszek jest dla niej najważniejszą osobą na świecie. Dziewczyna desperacko usiłuje zająć się nim sama, bo ich matka dawno odeszła, a ojciec alkoholik nie radzi sobie nawet z własnym życiem. Dla dobra chłopca opiekę nad nim chce przejąć ich ciotka (która już spisała Savvy na straty), na co dziewczyna za nic nie chce pozwolić. Co gorsza, Patrick nie zamierza zapomnieć o tym, co mu zrobiła. Dlatego nie szuka dodatkowych kłopotów i gdy Cameron, kolega z Brooks Academy, ale pochodzący z totalnie  innego świata próbuje zburzyć mury wokół niej, Savvy nie chce pozwolić sobie  na zaufanie mu. Bo może się okazać, że wszystko, co z takim trudem próbuje trzymać w ryzach, rozpadnie się z hukiem. Ale jak to zrobić, kiedy jedyne, co się ma, to dzikie serce?

     Suzanne Young do teraz była dla mnie autorką nieznaną, choć oczywiście kojarzyłam jej twórczość, o której ciągle jest głośno. Zazwyczaj przez długi czas nie sięgam po książki, które są mi polecane z każdej strony. Biorąc Dzikie serca nie miałam świadomości, że napisała je właśnie ta autorka. W końcu miałam jednak szansę zmierzyć się z jej piórem i przyznam, że pierwsze spotkanie uważam za bardzo udane.

     Nie wiedziałam czego się spodziewać. Przypuszczałam, że szybko domyślę się, o czym to będzie i jak się zakończy. Faktycznie w dużej mierze moje przypuszczenia pokryły się z prawdą. Jest w tej powieści jednak coś, co mnie do niej wciągnęło i trzymało do samego końca. Jest w tej książce coś, co hipnotyzuje na tyle mocno, że zapomina się o otaczającym nas świecie. Tym czymś są emocje. Ogromne emocje przelewające się ze strony na stronę. Autorka porusza w swojej książce bardzo ważny temat - miłość do najbliższych. Miłość, dla której poświęcenie własnego życia, to nic takiego. Miłość, dla której nie straszne są wielkie cierpienia. Taką miłością darzy swojego młodszego, chorego braciszka Savannah - siedemnastoletnia dziewczyna, która może być przykładem do naśladowania dla wielu ludzi, nie tylko jej rówieśników. 

     Bardzo podoba mi się dokładna kreacja bohaterów, przy których Suzanne Young zadbała o każdy szczegół. Młoda dziewczyna, która właściwie poświęca własne życie, by dbać o dużo młodszego braciszka, chorego i niemogącego rozwijać się normalnie tak, jak inne dzieci. Bardzo wzruszające i mądre opisy. Pisarka niesamowicie przedstawiła więź, jaka łączy rodzeństwo. Napakowana emocjami do granic możliwości! Przyznam szczerze, że nigdy bym się nie spodziewała, że ta książka tak mnie poruszy i zapadnie głęboko w pamięć. Autorka, oprócz braterskiej przyjaźni pokazuje również miłość do płci przeciwnej, która została przedstawiona w sposób przyjemny i delikatny oraz wielką, prawdziwą przyjaźń. 

     Dzikie serca to powieść, którą szczerze mogę polecić zarówno młodzieży, jak i dorosłym czytelnikom. To historia o pięknej i prawdziwej przyjaźni, ogromnej braterskiej miłości i prawdziwym życiu młodych ludzi. Jest to książka, którą zapamiętacie na długo i choć można przewidzieć, co się w niej wydarzy, zaskoczy Was ogromem emocji, jakie zostały zawarte niemalże w każdym słowie. Polecam!






sobota, 22 kwietnia 2017

"Niepełka" - Dorota Schrammek [recenzja]




Tytuł: Niepełka
Autor: Dorota Schrammek
Wydawnictwo: Szara godzina
Data wydania: marzec 2017
Liczba stron: 144


      Przez natłok wielu zobowiązań, tę książkę Doroty Schrammek miałam sobie odpuścić. O ile uwielbiam jej powieści stricte kobiece, o tyle książkę młodzieżową mogłam sobie darować. Los chciał, że postawił ją jednak na mojej drodze, a ja postanowiłam sprawdzić pióro autorki w innym gatunku. Czy się opłacało?

     Nastoletnia niepełnosprawna Weronika po przeprowadzce do Trzebiatowa na nowo musi budować swój świat. Trafia do klasy, w której prym wiedzie utalentowana muzycznie Kinga. Odkąd w szkole pojawiła się nowa nastolatka, Kinga czuje, że jej pozycja klasowej liderki jest zagrożona. Robi wszystko, by koledzy poczuli niechęć do Weroniki. Czy Kinga zrozumie, czym jest tolerancja i szacunek do drugiego człowieka? Czy zechce zdjąć maskę i odkryć głębię prawdziwej przyjaźni?

     Dużą uwagę skupiłam na bohaterach Niepełki. Odnajdujemy tutaj zderzenie się dwóch skrajnych i jakże realnych charakterów. Kinga, szkolna liderka, najlepsza, najwspanialsza, najpiękniejsza... Zdawać by się mogło same "naj". Oczywiście, ponieważ należy do tego dodać chociażby takie cechy jak najbardziej niemiła, nieczuła i oburzająca osoba, jaką można spotkać na kartach powieści. Z drugiej strony mamy Weronikę, niepełnosprawną nastolatkę, poruszającą się na wózku inwalidzkim. Skryta, cicha, inteligentna, szalenie uczuciowa dziewczyna, która wszystko znów musi budować od nowa. Jest to niezwykle trudne, szczególnie, że zamiast pomocy, otrzymuje szyderstwa i wytykanie palcami. To młoda dziewczyna o wielkim sercu, która niejednokrotnie wolała przemilczeć, niż unosić się gniewem, choć w środku było jej bardzo źle. Dodatkowo jest osobą, która jest w stanie wyciągnąć rękę do własnego wroga. Weronika powinna być autorytetem dla wielu młodych, ale i starszych osób, które w dzisiejszym świecie, zapominają o tym, co najważniejsze.

     Zastanawiałam się, czy w powieści młodzieżowej autorka postawi na lekką i prostą fabułę, czy postara się do niej wpleść ważne i trudne wątki, które uwielbiam. Okazało się, że i tym razem się nie zawiodłam. Tolerancja i szacunek do drugiego człowieka coraz częściej stają się czymś wyimaginowanym. Oszczerstwa, wrogość i uprzykrzanie innym życia często biorą górę. Niestety. Autorka w bardzo przejrzysty sposób pokazuje, co w życiu jest ważne. Zachęca do pomocy i wyciągania pomocnej dłoni w kierunku tych, którzy jej potrzebują. 
Kiedy odebrałam książkę, zdziwiłam się, że jest aż tak cienka. Nie spodziewałam się, że znajdę w niej tak dużo wartościowych słów i przesłanek, które powinniśmy wpajać dzieciom od najmłodszych lat. 

     Z czystym sumieniem i pełną świadomością stwierdzam, że Niepełka powinna zostać włączona do szkolnego kanonu lektur obowiązkowych. Lekka, przyjemna i bardzo mądra powieść, którą powinien przeczytać każdy licealista. Dodatkowo jest krótka, więc uczniowie nie powinni narzekać. 

     Niepełka to bardzo przyjemna i mądra lektura, którą szczerze polecam zarówno nastolatkom, jak i dorosłym czytelnikom, którzy w pędzie życia codziennego często zapominają o podstawowych prawach życia w naszym świecie. Polecam!

P.S. Mam nadzieję, że zakończenie Niepełki świadczy o tym, że będzie kontynuacja?






niedziela, 5 marca 2017

"Potomkowie" - Tosca Lee [recenzja]




Tytuł: Potomkowie
Tytuł oryginału: The Progeny
Cykl: Piętno Krwawej Hrabiny
Autor: Tosca Lee
Wydawnictwo: IUVI
Data wydania: 26 października 2016
Liczba stron: 392


     Masz 21 lat i zaczynasz wszystko od początku w obcym miejscu, z nowym imieniem i nowym życiem. Aż nadchodzi dzień, w którym nieznajomy mówi ci, że jesteś potomkinią Krwawej Hrabiny Elżbiety Batory, największej morderczyni wszech czasów. I jesteś ścigana.  Nie wierzysz mu, dopóki zabójca naprawdę się nie pojawia.  Uciekasz. Wszystkie odpowiedzi leżą w przeszłości, którą postanowiłaś pogrzebać. Tylko jedno wiesz na pewno:  twoi bliscy zginą, jeśli nie odzyskasz utraconych wspomnień. Jednak by ocalić innych, musisz najpierw sama nie dać się zabić...

     Do sięgnięcia po tę książkę najbardziej skłonił mnie motyw Elżbiety Batory, który już niejednokrotnie był wykorzystywany w literaturze i sztuce, jednak jeszcze nie trafiłam na ten motyw w literaturze młodzieżowej. Hrabina jest postacią, która od zawsze intrygowała. Była piękną, bogatą i władczą kobietą.  Z czasem jednak zaczęła się starzeć, a uroda przemijać.  Elżbieta zaczęła wierzyć, że krew z młodych dziewic wpłynie na poprawę jej wyglądu. Zaczęły się mordy. Najpierw na służących, później już nawet na szlachciankach. Hrabina Elżbieta ma na swoim koncie sześćset pięćdziesiąt ofiar. Za karę została zamurowana żywcem i prawdopodobnie miesiąc później zmarła. Ta historia pełna jest niedopowiedzeń i luk, które fascynują artystów.

      Emily na własne życzenie dokonała zabiegu wymazania pamięci. Zrobiła to aby chronić zarówno siebie, jak i bliskich. Dowiaduje się tego z listu, który sama sobie zostawiła. Okazuje się, że Emily jest potomkinią Krwawej Hrabiny, Elżbiety Batory. Właśnie poprzez więzy rodzinne dziewczyna narażona jest na niebezpieczeństwo. Od lat kolejne pokolenia Elżbiety są likwidowane przez Dziedziców.

      Jak to zwykle bywa przy fantastyce, obawiałam się tej pozycji, jednak chęć poznania kolejnej intrygi z postacią Elżbiety Batory była silniejsza i zabrałam się za lekturę. Przepadłam niemalże od pierwszej strony. Autorka niezwykle umiejętnie prowadzi akcję, przenosząc czytelnika do zupełnie innego świata. Tosca Lee nie odkrywa wszystkich kart na raz. Robi to stopniowo, ciągle podsycając napięcie i zaciekawienie. Język, jakim posługuje się pisarka jest prosty i łatwy w odbiorze, a wszelkie prawa i zasady panujące w świecie Potomków są dokładnie wytłumaczone.  Z całą pewnością mocną stroną powieści są jej bohaterowie, którzy są znakomicie wykreowani. Autorka zadbała o najdrobniejsze detale, które sprawiają, że postacie są żywe i dynamiczne. Tosca Lee wielokrotnie bawi się z czytelnikami w kotka i myszkę, wodząc ich za nos i wyprowadzając w ślepe zaułki.

     Potomkowie to znakomicie zapowiadająca się seria młodzieżowa, która wciąga od pierwszej strony i nie pozwala odłożyć książki choćby na moment. Fantastyczne połączenie wątków historycznych, legend i współczesnego świata w jednej powieści! Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę każdemu, kto ma ochotę na chwilę oderwać się od codzienności i poznać zaskakujący świat Emily.





Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI


piątek, 20 stycznia 2017

"Malfetto. Mroczne piętno" - Marie Lu [recenzja]




Tytuł: Malfetto. Mroczne piętno
Tytuł oryginalny: The Young Elites
Autor: Marie Lu
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 22 kwietnia 2015
Liczba stron: 380


     Słyszałam wiele dobrego na temat twórczości Marie Lu, jednak ze względu na fakt, iż była ona skierowana głównie do młodzieży, nie miałam okazji się z nią zapoznać. Pewnego dnia trafiłam jednak na nową książkę otwierającą kolejny cykl. Tu opinie były równie dobre, o ile nie lepsze. Zapewniano, że autorka rozwinęła się, ulepszyła swój warsztat pisarski i całkowicie odeszła od schematów, które przelewały się w znanych już nam książkach. Postanowiłam dać jej szansę.

     Historia toczy się w alternatywnej wersji renesansowych Włoch. Przez Europę przechodzi zaraza. Nieliczni chorzy, którzy przeżyli, okazują się być posiadaczami nadnaturalnych mocy. Główna bohaterka - Adelina - to nastolatka, której sercem zawładnęła ciemność. Opowieść ukazuje jej pogrążenie się w złu. 

     Prawda jest taka, że za każdym razem, kiedy mam możliwość przeczytać coś z gatunku fantastyki, ogromnie się boję. Obawiam się tego, że nie pojmę wizji autora, przez co książka z góry zostanie skazana na niepowodzenia. Ostatnio jednak coraz częściej zdarza mi się zagłębić w fantastyczne zakamarki i muszę przyznać, że z każdą kolejną książką coraz bardziej przekonuję się do tego gatunku. 

     Marie Lu zafundowała mi intrygującą podróż do renesansowych Włoch. Rzadko kiedy trafiam tam we współczesnej literaturze, a renesans? Przyznam szczerze, że to mnie zaprawdę mocno zaintrygowało. Poznając kolejne zakamarki ciekawych miejsc, byłam coraz bardziej zafascynowana. 

     Ogromny plus należy się autorce za dogłębną i profesjonalną kreację bohaterów. Nie często się zdarza, że autor podaje mi wszystkie informacje na ich temat. Bardzo często czegoś mi brakuje. Szczegółu, który znacząco wpływa na całość. Tym razem dostałam dosłownie wszystko, za co bardzo dziękuję. Marie Lu jako główny wątek obrała postać Adeliny. Wplata na kartach powieści wątki poboczne, lecz nie przyćmiewają one głównego, najważniejszego. Nie oznacza to jednak, że pisarka pomija wątki poboczne. Nanosi ich wiele, jednak bardzo umiejętnie. Rzekłabym wręcz, że delikatnie wprowadza każdy kolejny szczegół. 

     Czytając recenzje tej książki trafiłam na informację, że Marie Lu znacznie poprawiła swój warsztat pisarski. Niestety nie jestem w stanie tego ocenić. Śmiało mogę jednak stwierdzić, że poziom jej języka, stylu i władania piórem jest rewelacyjny. Autorka ma znakomicie przemyślaną wizję świata, z którym zapoznaje nas w sposób niezwykle plastyczny. Obawiałam się, że nie sprostam jej wizji, a po skończonej lekturze mam wrażenie, jakbym oglądała naprawdę dobry film. Swoją drogą chętnie obejrzałabym ekranizację.

     W piękny i bardzo widoczny sposób Marie Lu przedstawiła walkę dobra ze złem. Motyw tak doskonale znany, a tu udało się odejść od wszelkich schematów i zaprezentować coś zupełnie nowego. 

     Autorka nie tylko fantazjuje. W mocny i dobitny sposób prezentuje motyw akceptacji. Adelina staje się swego rodzaju "antybohaterem". Pragnie walki, władzy i zemsty na wszystkich tych, którzy ją skrzywdzili. Choć kierują nią mało pozytywne pobudki, to w głębi serca pragnie jedynie tego, czego nie otrzymała od własnej rodziny - akceptacji.

      Przez książkę mknie się zaskakująco szybko. Na każdej kolejnej stronie fabuła wciąga nas coraz bardziej dzięki rozkręcającej się akcji i całej masie ukrytych sekretów. To, czego nie mogę wyrzucić choć na chwilę z głowy, to mętlik jaki autorka pozostawiła mi w głowie serwując takie zakończenie. Efekt wow murowany! Z wielką niecierpliwością czekam na moment, kiedy dorwę kolejną część.

     Malfetto. Mroczne piętno to zaskakująco wciągająca powieść. Intryguje, fascynuje, wciąga bez opamiętania. Czyta się ją błyskawicznie, a zakończenie zdecydowanie wbija w fotel. Efekt wow murowany! Gorąco polecam!





Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa


wtorek, 17 stycznia 2017

"P.S. I like you" - Kasie West [recenzja]




Tytuł: P.S. I like you
Autor: Kasie West
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 11 stycznia 2017
Liczba stron: 392


     Tak to już czasami ze mną jest, że zanim pomyślę, to zrobię. Tym też sposobem kolejna książka trafiła na moją półkę i w moje ręce. Cóż mi pozostało? Siadłam i przeczytałam, a z jakim rezultatem? Poczytajcie!

     Co robisz, gdy podczas lekcji chemii w głowie wirują ci zamiast pierwiastków fragmenty ulubionych piosenek?
Lily po prostu zapisała wers z ukochanego utworu na ławce. Niczego nie oczekiwała, a jednak następnego dnia zobaczyła, że ktoś dopisał kolejne zdanie. Ktoś, kto najwyraźniej zna tekst tej piosenki. Jak to możliwe, że w tej nudnej szkole ktoś także kocha alternatywne zespoły?

     Ostatnio czytałam dość trudne książki, a przynajmniej nie takie, przy których mogłabym odpocząć. Postanowiłam przeczytać coś lekkiego, łatwego i przyjemnego. Słysząc pozytywne opinie na temat twórczości autorki postanowiłam dać szansę jej najnowszej książce. W końcu o Chłopaku z sąsiedztwa było bardzo głośno.

     Powieść Kasie West to młodzieżówka, którą wiele młodych osób będzie zachwyconych. Ja zachwycona nie byłam, ale to nie oznacza, że książka mi się nie spodobała. Początkowo ciężko było mi się w nią wbić. Chyba zapomniałam, że powinnam się przestawić na młodzieńcze myślenie. A może po prostu nie wciąga mnie fabuła? Nie chciałam jednak skreślać książki na wstępie i wertowałam ją dalej. Treść, choć niezbyt oryginalna pochłonęła mnie i nim się obejrzałam, wylądowałam na ostatniej stronie.

     Lily jest dziewczyną, w której wiele z nas zobaczyłoby swoje odbicie. A już na pewno choć trochę podobnych cech. To miła i inteligentna dziewczyna, pomagająca w domu i posiadająca najlepszą przyjaciółkę na świecie. Jak to nastolatka, miewa też dziwne pomysły. Do jednego z nich zaliczamy pisanie po ławkach w czasie lekcji. Osobiście nie popieram takiego zachowania, ale biorąc pod uwagę fakt, że mamy tu do czynienia z fikcją literacką, przymknę na to oko. Kiedy zapisuje cytat z ulubionej piosenki na ławce, na kolejnych zajęciach zauważa, że ktoś jej odpisał. Dziwnym zbiegiem okoliczności w całej szkole nikt nie słucha takiej muzyki jak ona, więc rozpoczynają się poszukiwania tajemniczego korespondenta.

      Nie jest to książka, która zmusi czytelnika do myślenia czy refleksji. To po prostu miła i lekka lektura na chłodne wieczory. Chociaż latem, w wolne wakacyjne dni może sprawdzić się jeszcze lepiej. Przez książkę się mknie bardzo szybko za sprawą bardzo prostego języka i korespondencji, jaka się nawiązała pomiędzy Lily, a jej tajemniczym wielbicielem, bo chyba właśnie tak powinnam go nazwać. Trochę żałuję, że od początku wiedziałam kim ów wielbiciel jest, ale i tak miło było towarzyszyć głównej bohaterce w rozwikłaniu zagadki i zmierzeniu się z rzeczywistością.

      Osobiście nie znalazłam w niej emocji, które by mną poruszyły. Spodobały mi się relacje pomiędzy rodzeństwem oraz kontakty głównej bohaterki z rodzicami. Naprawdę miło się o tym czytało. Wiem, że książka ma masę zwolenników, choć od premiery nie minął jeszcze tydzień. Z całą pewnością spora liczba nastolatek chętnie ją przygarnie. Nie oznacza to jednak, że polubią ją wszyscy. Kilka dni temu trafiłam na bardzo niepochlebną recenzję tej książki u mojej koleżanki. Jak się okazuje mamy różne gusta, o których się nie dyskutuje i mi z całą pewnością powieść Kasie West bardziej się spodobała. Właściwie każdy powinien sobie wyrobić na jej temat własne zdanie.

     P.S. I like you to prosta, lekka i nieskomplikowana powieść o młodych bohaterach, którzy mają w sobie wady i zalety. To książka, która pokazuje, że czasami warto na pewne sprawy spojrzeć z innej perspektywy, bo nasza nie zawsze okazuje się być w stu procentach właściwa. Polecam przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie.





Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję księgarni Pan Tomasz



sobota, 31 grudnia 2016

"Czekopłaszczada" - Beata Filipp [recenzja]




Tytuł: Czekopłaszczada
Autor: Beata Filipp
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 15 listopada 2016
Liczba stron: 264


     Literatura dziecięca i młodzieżowa od jakiegoś czasu chętnie towarzyszy mi w chłodnych wieczorach i słonecznych porankach. Wszystko za sprawą mojej małej latorośli, która już uwielbia wertować mamine książki. Mam nadzieję, że nim się obejrzę, sama będzie mi czytać zbierane dla niej latami książeczki. Zanim jednak trafią w jej małe rączki, najpierw osobiście sprawdzam, czy warto daną książkę zachować, czytając wybrane fragmenty na głos  córeczce.

     Beata Filipp debiutowała książeczką dla najmłodszych czytelników  Co można znaleźć? Niestety nie było mi dane poznać jej prostej, dziecięcej prozy, ale mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać. Autorka mieszka w Gdyni i jest nauczycielką języka polskiego w liceum. Prawdopodobnie dla tego tak bardzo przypadł mi do gustu prosty i przyjemny język. 

     Co robić, gdy pewnego razu mama zmienia się w dziewczynkę, którą była dawno temu?  Nie jest już dorosłą Michaliną, lecz Michasią, ma zęby mleczaki, nie umie jeszcze czytać i cały dzień najchętniej jadłaby czekoladę! A to tylko początek niezwykłej przygody.

     Muszę przyznać, że obawiałam się tej książki. Poprosiłam o nią odruchowo, wiedząc, że jest skierowana do starszych dzieci. Ot tyle. Nic więcej. Kiedy przywędrowała, odstawiłam ją na półkę i wpatrywałam się w nią. Nie wiem, czy liczyłam na to, że wyjdzie z niej smok? A tak na poważnie, czasami już tak jest, że bierzemy książkę w rękę i nagle okazuje się, nie mamy na nią zwyczajnie ochoty. Wtedy lepiej trochę odczekać, niż się męczyć. Okazało się, że słusznie postąpiłam, gdyż powieść Beaty Filipp jest bardzo przyjemną i wciągającą niczym kieszeń małe ludziki, książką. 

     Przemiana Michaliny w małą Michasię przywołała w moich wspomnieniach pewien serial, który oglądałam z wielkim zainteresowaniem, jako mała dziewczynka. Mam tutaj na myśli Tajemnice Sagali. Kojarzycie polski serial, w którym bohaterowie wędrowali w czasie, by zebrać wszystkie części niebieskiego, kryształowego kamienia? To właśnie w tym filmie mama chłopców, została przemieniona w małą, niesforną dziewczynkę. Z kolei niektóre sceny zwróciły moją uwagę w kierunku innego filmu - Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki. Film równie interesujący i wciągający, jak ta książka. Bardzo lubię, kiedy podczas czytania wracam myślami do dziecięcych lat. Robi się wtedy niezwykle przyjemni i nostalgicznie. Taka właśnie cała jest ta publikacja. To wspaniały powrót do dziecięcej literatury, wspomnień i uniesień.  Dlatego też bardzo za to autorce dziękuję.

     Książkę czyta się bardzo szybko. Język autorki jest prosty i bardzo przyjemny w odbiorze. Beata Filipp doskonale wiedziała, jakich słów użyć, by zainteresować młodych odbiorców. W powieści akcja goni kolejną akcję. Tempo to wzrasta, to maleje. Z całą pewnością dzieci i młodzież nie będą przy niej narzekać na nudę! Treść urozmaicona została w rysunki, wywodzące się spod pióra Andrzeja Macioszczyka, który w tej dziedzinie debiutował. Rysunki przyjemne dla oka, z całą pewnością zostaną pozytywnie przyjęte przed odbiorców, do których są skierowane. 




     Czekopłaszczada do swoisty debiut do dziecięcych wspomnień, lektur i seriali, które na zawsze utkwiły w naszej pamięci. To książka, która spodoba się młodym odbiorcom i wciągnie ich niczym kieszeń płaszcza. Drodzy rodzice, pamiętajcie, by w pogotowiu mieć tabliczkę czekolady!





Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res


niedziela, 11 grudnia 2016

"Wojownicy. Ucieczka w dzicz" - Erin Hunter [recenzja]




Tytuł: Wojownicy. Ucieczka w dzicz
Tytuł oryginalny: Warriors. Into the Wild
Seria: Wojownicy
Autor: Erin Hunter
Tłumaczenie: Katarzyna Krawczyk
Wydawnictwo: Nowa Baśń
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 320


     Kilka razy pisałam już, że fantastyka nie jest moim ulubionym gatunkiem. Dodatkowo, jeśli skierowana jest głównie do młodszych odbiorców, jestem raczej sceptycznie nastawiona. Co jednak zrobić, jeśli okładka sama rzuca się w oczy, mówiąc "przygarnij mnie", a słowa na niej wypisane: "jest równie dobra, co Harry Potter czy Władca Pierścieni..." zdecydowanie nie zniechęcają. O ile przez Tolkiena jeszcze nie przebrnęłam, to Harry Potter, to moja literacka miłość. Nie było innego wyboru, jak przygarnąć kociaka pod własne skrzydła.

      Od wieków cztery klany wojowniczych  kotów dzieliły las według praw ustanowionych przez przodków. Jednak jeden z nich odrzucił odwieczny porządek, stwarzając zagrożenie dla pozostałych.
Bezwzględne koty z Klanu Cienia otaczają siedlisko walecznych, choć mniej licznych kotów z Klanu Pioruna. Błękitna Gwiazda ich przywódczyni, i jej dumni wojownicy - Lwie Serce i Tygrysi Pazur - nie poddadzą się bez walki, zdecydowani bronić za wszelką cenę swoich pobratymców i młodych.
Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, w lesie pojawia się zwyczajny, domowy kot, o którym mówiło proroctwo i który odmieni losy tych ziem. [opis wydawcy]

     Latem, na podwórku wokół mojego domu były dziesiątki wolnych kociaków. Nie przypuszczałam, że gdziekolwiek spotkam ich jeszcze więcej w jednym miejscu. Dużo więcej! Każdy wie, że te futrzaste stworzenia chadzają własnymi ścieżkami i posiadają dziewięć żyć. O tym, że zawsze spadają na cztery łapy wiedzą nawet dzieci, nie wspominając już o tym, że nienawidzą wodnych kąpieli. Kto jednak jest w stanie wyobrazić co dzieje się w miejscu, gdzie są ich setki? Jak współpracują, tworząc klany? Jeżeli Wasza wyobraźnia potrafi za tym nadążyć, to gorąco polecam usiąść do lektury tej książki, gdyż naprawdę warto! I mówi Wam to ktoś, kto za fantastyką nie przepada.

         Pewien rudy kocurek ma dość zwykłego, nudnego i przewidywalnego życia. Pragnie to zmienić. Marzy o przygodach, pełnych ekscytacji i zachwytów. Kiedy nadarza się okazja, postanawia przyłączyć się do klanu dzikich kotów. Rudy szybko przystosowuje się do nowego życia. 

        Nie przypuszczałabym, że młodzieżowa fantastyka może zawierać w sobie tak wiele cennych wątków. Przyjaźń, szacunek, miłość, walka i wiele, wiele więcej. To, co początkowo może sprawić pewien kłopot, to duża liczba bohaterów. Pomogą jednak w tym spisy klanów i członków oraz cechy charakterystyczne. Dodatkowo pomocna i przyjemna dla oka jest baśniowa, lecz szczegółowa mapa kociego świata.

      Nie spodziewałam się, że przeczytam fragment, który mnie wzruszy. Nie było łez, to nie to. Ale wzruszenie było i to nie byle jakie. Zdecydowanie mnie to zaskoczyło, podobnie jak to, że ta książka porwała mnie do swojego świata i nie pozwoliła się z niego wydostać, aż do ostatniej kropki. Chociaż nawet po skończonej lekturze moje myśli krążyły pomiędzy kocimi klanami. Charakteryzacja bohaterów jest wręcz perfekcyjna. Poznajemy różne charaktery, lecz każdy dopracowany w najmniejszych detalach. Język, jakim posługuje się autor powieści jest lekki, przyjemny i niezwykle plastyczny. Przez lekturę się mknie, niczym błyskawica. Nic dziwnego - fabuła przemyślana, dopracowana i wciągająca, a język tylko pomaga w przemknięciu przez karty powieści. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie uwiodła. Wojowników gorąco polecam młodym czytelnikom, ale nie tylko! Zdecydowanie starsi również bez problemu się w niej odnajdą. Fani fantastyki będą zachwyceni, ale również Ci, którzy na co dzień od niej stronią. W końcu miłośnicy kotów - to lektura obowiązkowa dla Was!

     Wojownicy. Ucieczka w dzicz to fantastyczna opowieść o spełnianiu własnych marzeń, walce, wielkiej przyjaźni, miłości, szacunku do starszych i siebie samego. To książka, która zachwyci zarówno zwolenników gatunku, jak i tych stroniących od niego. Jest to powieść, którą z wielką przyjemnością przeczytają młodsi i starsi czytelnicy. Lekka, przyjemna, a do tego z odpowiednim przesłaniem. Gorąco polecam!




Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Nowa Baśń


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...