Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Okładkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Okładkowe. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2016

"Naśladowca" - Erica Spindler [recenzja]




Tytuł: Naśladowca
Tytuł oryginału: Copycat
Autor: Erica Spindler
Tłumaczenie: Krzysztof Puławski
Wydawnictwo: HarperCollins
Data wydania: 14 września 2016
Liczba stron: 480


     
      Każde morderstwo wzbudza we mnie skrajne emocje. Jak można tak po prostu odebrać czyjeś życie? Odebrać możliwość poznawania świata, oglądania go, wsłuchiwania się w szepty wiatru. Jak można pozbawić kogoś oddechu? Gdy w grę wchodzą morderstwa popełniane na dzieciach... Moje serce fika koziołki w przypływach gniewu, a emocje sięgają zenitu. Jak było tym razem?

     Naśladowca jest moim pierwszym spotkaniem z Ericą Spindler. Właściwie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. To, co zdecydowanie przykuło moją uwagę to zjawiskowa okładka i naprawdę bardzo ciekawy opis. Liczyłam na bardzo dobrą lekturę, która będzie mnie trzymać w napięciu do ostatniej kropki.

     Pięć lat temu w małym miasteczku Illinois zostały zamordowane trzy dziewczynki - wszystkie we własnych sypialniach, wszystkie w tym samym wieku. Na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych śladów. Sprawa Mordercy Śpiących Aniołków, jak nazwała go prasa, stała się obsesją detektyw Kitt Lundgren. Dochodzenie zakończyło się klęską, co Kitt przypłaciła zdrowiem i załamaniem kariery zawodowej. Teraz morderca wraca, by kontynuować makabryczne dzieło. Śledztwo prowadzi ambitna detektyw Riggio, która niechętnie przystaje na pomoc Kitt. Jednak to właśnie Kitt jako pierwsza dostrzega niuanse różniące dzisiejszą zbrodnię od morderstw sprzed lat.

     Co pierwsze rzuciło mi się w oczy? Już po kilku stronach zauważyłam, że autorka prowadzi swoją powieść w zaskakująco szybkim tempie! Porywa czytelnika od pierwszych stron i nie puszcza, ani na chwilę! Chwilowy zachwyt? Z całą pewnością nie! Jeśli w którymś momencie akcja zwalnia, to tylko dlatego, żeby złapać oddech i znów dać się porwać w zabójczy wir. Istne szaleństwo. Co w thrillerach cenię najbardziej? Umiejętność wodzenia za nos czytelnika. Czy Erica Spindler wspomnianą umiejętność opanowała? Zdecydowanie! Podczas lektury, przez głowę przeleciały mi różne scenariusze. Najróżniejsze. Jednak to, co stworzyła pisarka nawet by mi się nie przyśniło! Nigdy bym na to nie wpadła i jeżeli lubicie mocny element zaskoczenia, dreptanie śladami, by nagle podnieść głowę i stwierdzić, że zawędrowało się w ślepy zaułek, to ta książka jest zdecydowanie dla Was!

     Kreacja bohaterów, to kolejny element, który mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że można wpleść tyle wątków z prywatnego życia chociażby Kitt, tak, żeby jakość powieści się nie pogorszyła. Pisarka sprawnie przeplata między sobą różne wątki, które razem tworzą bardzo dobrą całość. Spodobała mi się również gra, jaką prowadził zabójca z Lundgren. Przemyślana, budująca napięcie i wciągająca czytelnika. Nie pozostaje mi nic innego, jak bić brawa i rozejrzeć się za innymi dziełami autorki.

     Naśladowca to książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić miłośnikom thrillerów i kryminałów, zarówno tych zaawansowanych, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym gatunkiem. Powieść Erici Spindler poprowadzona jest w mocnym tempie i w dużym napięciu. Zaskakujące zwroty akcji, genialnie przemyślana fabuła i niebanalni bohaterowie tworzą znakomitą całość. Do tego autorka, która niezwykle umiejętnie bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę do ostatniej strony. Polecam gorąco!




Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska


Książka bierze udział w wyzwaniu: Dziecięce pczytaniaPod hasłemOlimpiada czytelnicza

czwartek, 29 września 2016

"Wieczna Księżniczka" - Philippa Gregory [recenzja]


Jedyne na czym można polegać, to oręż i waleczność. Musimy wciąż być czujni i bronić swego. Jednego dnia możemy zdobyć tytuły, a drugiego je stracić. Tak, jak wszyscy inni.




Tytuł: Wieczna Księżniczka
Tytuł oryginału: The Constant Princess
Autor: Philippa Gregory
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 552


     Oto ja. Księżniczka, której przeznaczeniem stała się ciągła walka o własne dobre imię, o świętą wiarę i o przynależną koronę. Oto ja. Catalina. Infantka hiszpańska.


     Philippa Gregory znana jest na całym świecie. Nie każdy ją czyta, nie każdy uwielbia, jednak większość przynajmniej o niej słyszała. Moja przygoda z jej wspaniałą twórczością rozpoczęła się dwa lata temu. Byłam miesiąc u znajomych, skończyły mi się własne książki i jako coś "lekkiego" pożyczono mi Kochanice Króla. Gabaryty tej książki mnie przeraziły, a sama myśl na temat przelewającej się między jej wersami historii przyprawiała mnie o zawrót głowy. W rezultacie zawrót głowy pozostał mi do dziś, a kolekcja książek wychodzących spod pióra autorki prawie kompletna.

     Wieczna Księżniczka to pierwszy tom Cyklu Tudorowskiego. Tak jak już wspomniałam, moja średniowieczna podróż po angielskich zamkach rozpoczęła się od Kochanic Króla, które są tomem drugim. Właściwie cieszę się, że tak się stało, gdyż każdą książkę Gregory można czytać zupełnie osobno. Zastosować można chronologię wydarzeń historycznych, bądź kolejność wydawanych książek. Autorka nie trzymała się historycznej osi. Wydawała swoje dzieła w różnych odstępach czasu, mieszając cykle, daty i wydarzenia. Miałam to szczęście, że większość książek jest już wydana i mogłam sobie kolekcjonować według dowolnego upodobania. Swoim czytelnikom jednak pragnę zaprezentować je według odpowiedniej chronologii przynajmniej w danych cyklach.

     Katarzyna Aragońska przychodzi na świat jako Catalina, infantka hiszpańska. Jest córką Izabeli Kastylijskiej, zwanej Katolicką, oraz Ferdynanda Aragońskiego. W wieku trzech lat zostaje zaręczona z księciem Walii, Arturem, synem i dziedzicem króla Henryka VII. Wie, że jej przeznaczeniem jest władać tym odległym krajem i jakże odmiennym od jej ojczyzny. Z pokorą przyjmuje swój los, choć przyszły świekr wita ją w nowej ojczyźnie, posuwając się do wielkiej obelgi, a mężczyzna za którego ma wyjść, okazuje się nieopierzonym młodzikiem. Z wolna przywyka do życia na dworze pierwszego z Tudorów, a jej związek z Arturem okazuje się więcej niż znośny. Niespodzianie w tym ułożonym małżeństwie pojawia się czuła i namiętna miłość.
Niestety szczęście nie trwa długo, młody Artur umiera, a pozostawiona sama sobie Katarzyna musi znaleźć sposób, by wbrew przeciwnościom stać się królową Anglii i począć następcę tronu. Jako nieodrodna córka swojej matki, o równie nieustraszonym duchu, Katarzyna uczyni wszystko, aby dopiąć swego.

     Zacznę od tego, że dzięki twórczości Philippy Gregory zaczęłam wyszukiwać ciekawostki i informacje, które pomogłyby mi nadrobić szkolne zaległości, gdyż historia nigdy nie była moją mocną stroną. Od zawsze lubiłam średniowiecze, wielkie budowle, mury zamków, życie na dworze króla, turnieje rycerskie, tańce. Zapewne dlatego należałam swego czasu do bractwa rycerskiego, specjalizując się w tańcu historycznym. Miałam również jedno skryte marzenie - choć na parę chwil przenieść się w czasie do średniowiecznej Anglii, by na własne oczy zobaczyć życie w tamtych czasach i własnie tym miejscu. Nie pozostało mi jednak nic innego, jak usiąść w cichym miejscu z książką Gregory i przenieść się na dwór Katarzyny Aragońskiej jedynie (albo aż) za pomocą wyobraźni.

     Styl, język, wiedza to elementy, którymi Philipa Gregory bije niejednego na głowę. Autorka urodzona w Kenii, przeprowadziła się z rodziną do Anglii, gdzie ukończyła historię na Uniwersytecie Sussex. Z kolei na Uniwersytecie w Edynburgu uzyskała stopień doktorski z historii literatury XVIII wiecznej. Zasłynęła powieścią Dziedzictwo, a każdą kolejną udowadniała swój talent i ogromną wiedzę. Na swoim koncie ma kilkanaście powieści historycznych. Pisze również opowiadania dla dzieci. Kiedy zaczęłam czytać jej książkę - przepadłam. Wspaniałość opisów, zarówno miejsc, jak i osób jest tak piękna, realna i żywa, że niejednokrotnie ma się wrażenie, jakby było się tuż obok. Uwielbiam zamykać oczy i wyobrażać sobie, że leżę w różanych ogrodach, podglądając królewskich kochanków, słysząc w oddali stukot końskich kopyt lub odgłosy uderzanych o siebie mieczy. Do tego wszystkiego średniowieczna muzyka i mnie nie ma. Philippa Gregory jest mistrzynią romansów historycznych wśród autorek specjalizujących się w tym gatunku. Dzięki niej, choć w Anglii nigdy nie byłam, czuję się, jakbym spędziła tam już niejeden dzień.

     Klimat, jaki potrafi stworzyć pisarka jest niesamowity. Tak jak już pisałam, jestem słaba z historii. Nigdy nie była ona moją mocną stroną i właściwie mnie nudziła. Dzięki twórczości Pani Gregory zaczęłam zagłębiać się w historię Anglii, interesować się powiązaniami z innymi państwami i osobistościami, które miały różne wpływy na dzieje tego kraju. 

     Mając dużą wiedzę w swojej ulubionej dziedzinie, autorka jest w stanie idealnie odwzorować bohaterów swoich powieści. Jak sama zaznacza, trzyma się faktów historycznych, a jeśli do czegoś nie można dotrzeć, snuje fikcje, jakie podpowiada jej własna wyobraźnia. Na rzecz  powieści przesuwa czasami w czasie pewne wydarzenia, jednak najważniejszych faktów się zawsze trzyma. To, co podoba mi się bardzo w jej książkach, to zwrócenie uwagi na kobiety. Oczywiście głową państwa był król, jednak jak się okazuje, kobiety miały również sporo do powiedzenia. 

     Intrygi, tajemnice, knucie za plecami to tylko nieliczne aspekty, które odnaleźć możemy w Wiecznej Księżniczce, jak i pozostałych dziełach pisarki. Pojawiają się również wielkie emocje, a kilka razy udało mi się również uronić łzę. Wyobrażacie sobie w jakiej sytuacji postawiona była Catalina (z resztą w tamtych czasach nie tylko ona, bowiem wiele dziewcząt miało podobny los)? W wieku piętnastu lat została odebrana ukochanym rodzicom, przetransportowana do obcego kraju, z dala od wszystkiego co znała i kochała i oddana nieznanemu mężczyźnie. Chociaż młodego Artura ciężko nazwać mężczyzną. Kiedy już wszystko wydaje się być poukładane, a pomiędzy młodymi zaczyna się dobrze dziać, Artur umiera i sprawy przybierają nieoczekiwane zwroty. Przysięgam, nigdy nie chciałabym się znaleźć na miejscu Katarzyny, która autorytetem powinna być dla wszystkich. Jej postawa, wiara, odwaga, godność i wiele innych cech jest wręcz niespotykana. A przynajmniej nie wszystkie w jednym człowieku. Była ona niezwykłą i silną kobietą u boku której służba powinna być spełnieniem marzeń.

     Wieczna Księżniczka to powieść historyczna, w której znajdziemy wszystko - odpowiednie tempo, zaskakujące zwroty akcji, fakty historyczne z odpowiednią domieszką autorskiej fikcji, intrygi, tajemnice, znakomite opisy, które przenoszą czytelnika do średniowiecznej Anglii, uśmiech, emocje i naukę o tym, jak się nie poddać i walczyć o własną godność do końca życia. Polecam fanom historii, dobrych powieści obyczajowych, intrygujących romansów i tym, którzy do tej pory od historii stronili, a lubią zaczytać się w dobrej literaturze. Gorąco polecam!




środa, 14 września 2016

"Dom cudzych marzeń" - Philippa Gregory [recenzja]



Tytuł: Dom cudzych marzeń
Tytuł oryginału: The Little House
Autor: Philippa Gregory
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 376


     Philippa Gregory i więcej pisać nie powinnam. Każdy kto zaczytuje się w romansach, bądź pragnie poznać w delikatny i przyjemny sposób odrobinę historii Anglii zapewne zna to nazwisko. Mistrzyni romansów historycznych, która nie ma sobie równych. Uwielbiam ją i jej pióro, jej wiedzę i wyobraźnię. Cenię sobie każde słowo, które wyszło spod jej ręki. I nagle... powieść obyczajowa? Naprawdę? Wzięłam i poznałam. Postanowiłam również, że zacznę się dzielić opinią na temat twórczości pisarki właśnie od tej pozycji.

     Elizabeth wiodła szczęśliwe życie. Wyszła za mąż za odpowiedniego mężczyznę, któremu urodziła dwójkę dzieci. Dom, który udało jej się stworzyć, godny był pozazdroszczenia. Kiedy na horyzoncie pojawia się Ruth, wszystko powoli zaczyna się zmieniać. Młoda kobieta staje się częścią rodziny, wychodząc za Patricka, stając się jednocześnie synową Elizabeth. Ruth stara się sprostać oczekiwaniom rodziny i zadowolić teściową. Chwila, co ja napisałam? Teściową, nie męża? Właśnie tak... Pomimo niechęci, zachodzi w ciążę i na świat przychodzi malutki Thomas. Teraz gra przybiera nowego, szybkiego tempa...

     Philippę Gregory poznałam kilka lat temu, kiedy w moje ręce wpadło ogromne tomisko Kochanice Króla. Zrobiły na mnie efekt wow! Moje pierwsze zetknięcie z romansem historycznym i od razu tak dobre. Poznałam do tej pory kilka jej książek. Prawie wszystkie mam w swojej kolekcji. Przydałoby się zacząć o nich pisać, w końcu to jedna z moich ulubionych autorek. Długo zastanawiałam się od czego zacząć. Od której książki, którego cyklu. W końcu mój wzrok padł na niepozorną, nietypową (dla autorki) książkę - powieść obyczajową. Bałam się z nią zapoznać. Obawiałam się tego, że tym razem się zawiodę. Pomyślałam, że to już nie to. Będzie mi brakowało zamków, dworu, rycerzy i średniowiecznego klimatu. Czy słusznie?

     Historia, jaką zafundowała nam pisarka jest dość banalna, momentami łatwa do przewidzenia. Ale! Spod pióra Philippy Gregory chyba nie może wyjść coś beznadziejnego. Ta kobieta z pozoru najnudniejszej i nic nie wartej historii, potrafi stworzyć coś magicznego i ujmującego. Nie twierdzę, że Dom cudzych marzeń jest jej najlepszym dziełem, bo nie jest. Zdecydowanie wolę ją w historycznych romansach, ale tę powieść czytało mi się równie przyjemnie i emocjonująco.

     Bohaterowie są dość nietypowi w moim odczuciu. Pierwszy raz miałam tak, że nie polubiłam żadnego z nich, a dokładnie żadnego charakteru. Wykreowani są bowiem  doskonale, tacy, jacy mieli być. Za pomocą Elizabeth autorka idealnie odwzorowała postać manipulantki, okrutnej teściowej i zepsutej kobiety. Poznając jej zagrania ciarki przechodziły przez moją skórę, a ja miałam ochotę posłać tę kobietę, gdzie pieprz rośnie. Gdybym miała trafić na taką teściową, wolałabym zostać starą panną. Serio! Ruth  to kobieta niezwykle zagubiona w całej sytuacji. Pragnąca zadowolić teściową, zamiast własnego męża, a co najważniejsze, zamiast samej siebie. Jej psychika z każdą stroną jest coraz słabsza, zahaczając o stany depresyjne. Szkoda mi jej było, ale i nią miałam ochotę mocno potrząsnąć i powiedzieć: "kobieto! ogarnij się, marnujesz własne życie, nie widzisz tego?!". 

     Styl, język. Co tu dużo mówić? Choć nie jest to powieść, której można przypisać czasy średniowiecza, to autorka i pod tym kątem nie zawodzi. Ma wypracowany własny, cholernie dobry styl i niezwykle bogaty język. Każde jej słowo to miód na moją duszę. Książka, choć do grubych nie należy, to pochłonęłam ją migiem. Obawiałam się zupełnie innej tematyki, a okazuje się, że niepotrzebnie. Akcja toczy się różnym tempem. Raz leniwie, by po chwili przyspieszyć i znów zwolnić. Ciekawe zwroty akcji i niezwykle zaskakujące zakończenie, które co prawda do realnych nie należy. Robi jednak wrażenie, a to cenię najbardziej. Dzięki takim zagraniom autorka ociera się o thriller, a do tego psychologiczny, co jest jej kolejnym plusem.

     Czy towarzyszyły mi emocje? Zdecydowanie tak. Raz się delikatnie uśmiechnęłam, raz dostawałam furii poznając kolejne zagrania manipulantki Elizabeth. Przysięgam, miałam ochotę rozszarpać tę kobietę. 

     Dom cudzych marzeń nie jest może arcydziełem, jednak dzięki ogromnemu doświadczeniu, rewelacyjnie wypracowanemu stylowi i świetną znajomością języka oraz kobiecych zachowań i zagrywek, ta książka staje się ciekawą i zaskakującą lekturą na jesienne wieczory. Polecam, jako przerywnik pomiędzy... romansami historycznymi ;)




środa, 7 września 2016

"Niezapominajki" - Monika Fudali [recenzja]


Złe wieści zatrzymują na chwilę pracę serca. Niczym niesprawna maszyna, ciało zapomina żyć. Usłyszane informacje potrafią wstrzymać oddech, ściąć krew w żyłach, odebrać wzrok, mowę, ogłuszyć, zachwiać równowagę czy pomieszać w głowie.  Niby tylko słowa, dźwięki wypływające z ust, a jak wielką siłę mają.  Niespodziewany pocisk wystrzelony przez dobrze zakamuflowanego snajpera. Gwałtowne, pewne i precyzyjne pociągnięcie za cyngiel. Tym właśnie jest wiadomość o czyjejś śmierci.


Tytuł: Niezapominajki
Autor: Monika Fudali
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 25 lipca 2016
Liczba stron: 102


     Nie wiem co się dzieje, ale ostatnio często trafiają w moje ręce nie dość, że książki z niewielką ilością kartek, to jeszcze takie, w których jest śmierć. Zbieg okoliczności, czy może ciągnie mnie aktualnie do takiej tematyki? Do czego jednak zmierzam. Czytanie kilku książek z rzędu z podobnym wątkiem może okazać się zgubne. Nadmiar pewnych odczuć, zmęczenie treścią i inne tego typu podobne doznania. Chyba, że w każdej z nich znajdziemy coś innego. Coś oryginalnego z powiewem delikatnej świeżości. Czy właśnie coś takiego dały mi Niezapominajki

     Z piórem Moniki Fudali zetknęłam się po raz pierwszy. Książka o niewielkich gabarytach wydawała mi się debiutancką powieścią. I tu, po raz pierwszy się zdziwiłam, bowiem autorka ma na swoim koncie już trzy książki (oprócz Niezapominajek jest jeszcze Kumulacja cierpień i Kumulacja gniewu). To, co mnie również zaskoczyło, to informacja o tym, że Pani Monika pisze horrory, fantastykę oraz powieści z elementami paranormalnymi. To zdecydowanie mnie zaintrygowało, więc w dalszej kolejności postanowiłam poznać zawartość książki o ciekawej i przyciągającej uwagę okładce.

     Siostra Chrisa, Emily, ginie w tragicznym wypadku. Pijany kierowca zamknął jej oczy na zawsze. Światło, jakim była dla niego, niespodziewanie znika, a on pozostaje sam z bólem straty. Jednak pojawia się ktoś jeszcze - niepełnosprawny chłopiec, z którym wspólnie próbują pogodzić się z jej śmiercią.

     Byłam pewne, że będzie to przygnębiająca opowieść o stracie bliskiej osoby. O bólu i cierpieniu rozrywającym serce i potoku łez wylanych ze smutku i wzruszenia ze świadomością, że prędzej, czy później, czeka to każdego z nas. I tu po raz kolejny zostałam zaskoczona. Pozytywnie. Choć powieść Moniki Fudali porusza ciężki temat ze względu na uczucia i ogromne emocje towarzyszące takim sytuacjom, nie sprawiła, że po moim policzku popłynęły łzy. To raczej historia opowiadająca o tym, jak radzić sobie z pustką, która pozostaje po stracie bliskiej osoby. Po utracie światła, które rozświetla nam drogę i jest swego rodzaju drogowskazem na drodze zwanej życiem. Jest to opowieść o tym, jak wrócić do świata żywych z zawieszenia pomiędzy tym, co prawdziwe i codzienne, a wspomnieniami o tym co było. Nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł być przygotowanym na śmierć. Na pewno nie osoby, które pozostają na tym świecie. Życie jest jednak kruchą egzystencją, której nigdy nie możemy być pewni, bowiem nie wiadomo, co czai się tuż za rogiem. 

     Autorka przedstawiła swoją historię w sposób niezwykle obrazowy. Choć początkowo zdawać by się mogło, że posługuje się prostym i przyjemnym językiem, to po zagłębieniu się w treść odczuwamy pewne zawiłości, które sprawiają, że zatrzymujemy się na chwilę, by wytężyć umysł i wysnuć pewne refleksje. Dzięki temu czyta się ją naprawdę w piorunującym tempie. Książka, jak już wspomniałam jest dość cienka. Jej format również nie jest zbyt duży, co razem świetnie się komponuje i tworzy spójną całość.

     Bohaterowie tacy jak Chris i Dante (niepełnosprawny chłopiec) wykreowani są bardzo dobrze. Do gustu niezwykle przypadła mi postać Dantego. To młodziutki, choć niezwykle doświadczony przez życie chłopiec. Jest nadzwyczaj inteligentny i roztropny. Chciałabym mieć kogoś takiego jak on przy sobie, by móc z nim porozmawiać i wysłuchać jego mądrych porad. Taki przyjaciel jak on, to prawdziwy skarb. Dante w wypadku stracił ojca, zyskując wózek inwalidzki i chorobę na całe życie. Tu z pomocą przyszła mu matka i również tu dostrzegam pewien minus książki. Matka chłopca przeżywa wielką tragedię. Strata męża, niepełnosprawność własnego dziecka. Również brat Dantego przeżywa całą tą sytuację na swój sposób. Żałuję, że ten wątek nie został bardziej poruszony. Uważam, że można było to naprawdę w ciekawy sposób opisać, na czym zyskałaby całość, łącznie z gabarytami książki. Zakończenie było dla mnie dość wstrząsające i zdecydowanie bardzo zaskakujące!

     Podsumowując pragnę zauważyć, że książka choć porusza ciężki i trudny temat, to w rezultacie jest niezwykle pozytywną i optymistyczną opowieścią. Na uznanie zasługuje również szalenie zaskakujące zakończenie. Tego bym się nie spodziewała, jak również tego, że długo będę miło wspominać Niezapominajki, a widząc te niepozorne kwiatki, na moich ustach zawsze zagości delikatny uśmiech i wspomnienie Dantego - chłopca z pozoru chorego i słabego, a w gruncie rzeczy silnego psychicznie, mądrego i niezwykle inteligentnego. Polecam!


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res


Książka bierze udział w wyzwaniu: Dziecięce poczytaniaCzytam ile chcęW drodzeOlimpiada czytelnicza

czwartek, 7 lipca 2016

"Dwadzieścia siedem snów" - Marta Alicja Trzeciak [recenzja]



Muszę sączyć to uczucie powoli - jak drinka. Nie mogę się na nie rzucić dwoma haustami, bo wszystko popsuję.




Tytuł: Dwadzieścia siedem snów
Autor: Marta Alicja Trzeciak
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 24 maja 2016
ISBN: 9788365506061
Liczba stron: 336


     Sen. Czym jest sen? Znacie to uczucie, kiedy to, co na jawie, miesza się z życiem codziennym?  Doznaliście sytuacji, w której uparcie twierdziliście, że coś się wydarzyło, a okazywało się, że to zwykły sen? Ja tak miałam. Niejednokrotnie. Bardzo dziwne lecz fascynujące uczucie. Nigdy bym nie przypuszczała, że w moje ręce może trafić książka, która ma możliwość wywołać we mnie podobne uczucia. Czy tej się udało?

     Marta Alicja Trzeciak na swoim koncie ma już kilka niebanalnych powieści. Debiutowała książką Inframundo. Jest dwukrotną stypendystką Stypendium Kulturalnego Miasta Gdańska. Za powieści Bliżej dalej oraz Dwa życia Kiki Kain zdobyła wyróżnienie w kategorii prozy pomorskiej i kaszubskiej COSTERINA. Aktualnie prowadzi warsztaty kreatywnego pisania. Z twórczością autorki spotkałam się po raz pierwszy w jej najnowszej powieści i żałuję. Żałuję, że nie trafiłam na jej prozę wcześniej!

     Pewna pisarka, szukając natchnienia, przyjeżdża do małej wsi, aby w ciszy i spokoju rozpocząć pracę nad swoją najnowszą książką. Kobieta wynajmuje pokój u Szarej - gospodyni, która mieszka razem ze swoją matką oraz wnuczką. Wynajmowane cztery ściany mają być nawiedzone, jednak autorka czuje się w nich świetnie i wie, że spędzi w nich miło czas. Od tego momentu wszystko zaczyna się ze sobą mieszać. Sny wydają się być rzeczywistością, a rzeczywistość zdaje się być jak ze snu. Co w tym wszystkim jest prawdą, a co nie? Gdzie jest granica pomiędzy rzeczywistością, a iluzją?

     Co mogę powiedzieć o tej książce? Pierwsze co nasuwa mi się na myśl to WOW! Pierwszy raz miałam możliwość przeczytać tak dobrą i polską prozę. Na pewno nie tego się spodziewałam, wybierając ten tytuł. Zdecydowanie nie jest to książka lekka i relaksująca, którą można przeczytać w jeden wieczór. To ten typ powieści, nad którym trzeba pomyśleć, zastanowić się i wysilić szare komórki. Książka nie ma jednoznacznego przekazu. W zależności od tego, jak odbierasz rzeczywistość, tak odbierzesz tę pozycję. Historia opisana przez Martę A. Trzeciak nie jest lekka, ale nie jest też kosmicznie trudna i nużąca. Choć ta magiczna opowieść z pozoru wydaje się nierealna, to po dłuższej chwili namysłu okazuje się być bardzo rzeczywista i prawdopodobna.

     Autorka zajmuje się prowadzeniem kursu kreatywnego pisania. Po przeczytaniu tej książki wiem, że chciałabym kiedyś trafić do niej na zajęcia. Od jej opowieści nie sposób się oderwać. Bohaterowie wykreowani są wręcz idealnie. Szukałam na siłę jakichkolwiek niedociągnięć, jednak ich nie znalazłam. Czy gdzieś się pojawiły? Stwierdzam, że nie. Może po prostu autorka tak mnie zaczarowała, że nie potrafiłam ich zauważyć? Brawa, wielkie brawa! Dawno nie czytałam książki, w której głównym bohaterem jest pisarz. Ostatnią taką książką były bodajże Wszystkie kształty uczuć - Edyty Świętek. Lubię tego typu książki. Czytając je odnoszę wrażenie, że zagłębiam się w myśli samego autora, który umiejętnie umieszcza własną osobę w swoim literackim bohaterze. Czy Marta A. Trzeciak taki miała zamiar? Mam nadzieję, że tak, gdyż po skończonej lekturze mam wrażenie jakbym poznała bliżej samą autorkę, którą bardzo polubiłam. 

     Dwadzieścia siedem snów to niebanalna i nieszablonowa opowieść, pełna niezwykle realistycznej magii. To książka, od której nie sposób się oderwać. Czytając tę opowieść masz wrażenie, że poznajesz dokładnie samą autorkę, a opisana historia na długo pozostanie w Twojej pamięci. Niezwykłości tej powieści dodaje piękna i magiczna okładka, która przyciąga spojrzenie z daleka. Serdecznie polecam!

Tworzenie czegoś z niczego, to największa tajemnica świata...



Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu


Książka bierze udział w wyzwaniu: Dziecięce poczytaniaCzytam ile chcęGrunt to okładka

środa, 29 czerwca 2016

"Na brzegu życia" - Dorota Schrammek





Tytuł: Na brzegu życia
Autor: Dorota Schrammek
Cykl: Horyzonty uczuć
Wydawnictwo: Szara godzina
Data wydania: 16 marca 2016
ISBN: 9788364312793
Liczba stron: 256


     Od pewnego czasu Czytelniczki zaczęły zachwycać się twórczością Doroty Schrammek. Najpierw opowieścią o czterech przyjaciółkach ze Szczecina, a następnie cyklem Horyzonty uczuć. To właśnie ten cykl skradł ich serca. Po wielu zachwytach i pozytywnych opiniach, postanowiłam sama wybrać się do Pobierowa i ocenić sytuację. Moja wędrówka rozpoczęła się od drugiego tomu. Czy pomimo tego dołączyłam do fanek autorki?

     "Matylda i Władysław są szczęśliwym małżeństwem. Cieszą się też z wnuczki. Ta pozorna stabilizacja zostaje zakłócona przez nowego mieszkańca Pobierowa, który doprowadza do częstych konfliktów, a po pewnym czasie - do tragedii. Czy można było uniknąć złego losu?
Z kolei Zoja i Ryszard kupują domek na obrzeżach Gostynia.  Ta sielska okolica kryje jednak pewną tajemnicę, której początek sięga czasów drugiej wojny światowej. Ryszard nawet się nie spodziewa, jak bardzo zaangażuje się w tę sprawę. Czy uda mu się uporać ze zdobytymi informacjami i rozwikłać narastające problemy?" [materiały wydawnicze].


     Dorota Schrammek zafundowała mi wakacje nad Bałtykiem. Zdecydowanie tak! Chcecie wiedzieć dlaczego? Czytając jej książkę miałam wrażenie, że siedzę na ławce obok i przyglądam się wszystkim sytuacjom z bliska. Miałam wrażenie, że jestem tam razem z nimi i wspólnie przeżywam ich wzloty oraz upadki. Były momenty, kiedy szczerze się uśmiechnęła. Nie zabrakło również chwil zadumy i refleksji oraz szczypty wzruszeń. 
Bohaterowie Na brzegu życia są idealnie wykreowani. Są niezwykle realni i żywi. Powieść Doroty Schrammek mogłaby dotyczyć prawdziwych ludzi i ich perypetii. Wielu z nich bardzo polubiłam, jednak pojawili się również tacy, którzy mnie drażnili. To tak jak w życiu, jedna sąsiadka jest moją przyjaciółką, a druga drażni samym istnieniem. Nic się na to nie poradzi, tacy ludzie też są potrzebni.


     Autorka ma przyjemny i wciągający styl. Podsuwa nam bohaterów z krwi i kości oraz wspaniałe, polskie tereny, które z wielką przyjemnością odwiedzę  również w prawdziwym życiu. Tego brakuje mi u wielu polskich autorów. Osadzenia fabuły powieści w polskich realiach. 
Książkę czyta się zdumiewająco szybko. Wszystko za sprawą poruszanych tematów. Nie są one błahe, czy mało wartościowe. Każdy w tej powieści znajdzie coś dla siebie.
Pragnę również zaznaczyć, że nie czytałam pierwszej części, jaką jest książka Horyzonty uczuć, a bez problemu odnalazłam się wśród pobierowskich bohaterów.

     Na brzegu życia to wspaniała powieść o prawdziwym życiu, prawdziwych ludzi. To opowieść o tematach, które dotyczą wielu z nas. Przy okazji jest to niezwykła podróż do jednej z piękniejszych nadbałtyckich miejscowości, w której spędziłam przyjemne chwile. Zdecydowanie nabrałam ochoty na więcej i czekam, aż w moje ręce wpadnie kolejny tom Wiatr wspomnień.


Za egzemplarz książki przekazany do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina




Książka bierze udział w wyzwaniu: Dziecięce poczytaniaCzytam ile chcęGrunt to okładkaPod hasłem

czwartek, 19 maja 2016

Ludzie bowiem, to Anioły bez skrzydeł...

"Anioł na ramieniu" - Anna Daszuta



Lękam się ognistej namiętności. Ona często kończy się bólem i łzami. Czy nie lepsza miłość bezpieczna, czuła, prawie przyjacielska? Pożądanie będzie szukać nowych doznań, ten z pocałunkiem w czoło zostanie. Pokaż mi miejsce na ziemi, gdzie oba te światy spotkam w jednym człowieku.



Tytuł: Anioł na ramieniu
Autor: Anna Daszuta
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 07.04.2015
ISBN: 978-83-7942-516-7
Liczba stron: 270
Moja ocena: 7+/10


     W moje ręce trafił kolejny debiut. Erotyk. W doborze książek kieruję się zasadą, aby każdej dać szansę, bez zbędnych uprzedzeń. Wielu ludzi widząc kolejny erotyk - w dodatku debiut - szybko klasyfikuje go na jedną półkę z Greyem. Czy słusznie? Spójrzmy prawdzie w oczy. Napisanie dobrego, ciekawego i wyróżniającego się czymś erotyku to spore wyzwanie! Czy Anna Daszuta sprostała wymaganiom czytelników, których apetyt rośnie wraz z czytaniem? Przekonajmy się.


     Anna Daszuta - zapalona fanka motoryzacji i motocykli, coach i podróżniczka. Od dzieciństwa marzyła o podzieleniu się swoim wewnętrznym światem z innymi. Robiła to na wiele sposobów, będąc zawsze blisko i dla ludzi. W swoim życiu kieruje się mottem Ludwika Hirszfelda: "Aby zapalać innych, trzeba samemu płonąć". Anioł na ramieniu to jej powieściowy debiut. Poza pisaniem jej największą miłością jest córka Liliana.


     Główna bohaterka - Adelina Gelans - to młoda i bardzo atrakcyjna redaktorka wydawnictwa Get Lucky. W jej życiu przyszedł taki moment, kiedy za namową przyjaciółki postanowiła założyć konto na portalu randkowym. Nie słucha swojej Cheru, mieczonośnej anielicy i umawia się na spotkanie z Janem, który wprowadza ją w krainę grzesznej rozpusty. Czy polubiłam Adelinę? Trudne pytanie. Na początku miałam ochotę nią porządnie potrząsnąć! Wpakowała się w chory układ i ciągle do niego wracała. Chciałam do niej krzyczeć: "cholera kobieto, opamiętaj się!". Jednak po chwili uzmysławiałam sobie, że nie mogę tak jej osądzać. W pewnym momencie swojego życia sama nie potrafiłam powiedzieć stop. Bo czy kobieta, która wierzy w szczęśliwe zakończenie może się zatrzymać? Powiedzieć koniec? Wiem, że nie, choć zapewne nie każda. Tak było w pierwszej połowie książki. Kiedy z każdą kolejną kartką coraz bardziej poznawałam Jana, zaczynałam rozumieć. W rezultacie polubiłam zarówno Adelinę, jak i Jana, czego bym się nie spodziewała!


    Czy autorka zaserwowała mi kosmiczną falę namiętności? Nie. Czy to źle? Zdecydowanie nie, bowiem Anna Daszuta dała mi dużo więcej. Anioł na ramieniu, to nie tylko rozpalający erotyk, który będą czytać panie w tajemnicy przed swoimi partnerami. Pisarka stworzyła powieść wielogatunkową. Oprócz gorącego erotyku, znajdziemy w niej całą masę intryg, tajemnic i dobrej akcji, która ani na chwilę nie zwalnia. Dzięki temu książka, stała się przy okazji naprawdę ciekawym thrillerem poruszającym psychikę człowieka. Autorka podejmuje się różnych wątków. Mamy tu do czynienia ze zmaganiami matki, samotnie wychowującej swoją ukochaną córeczkę Julcię oraz z niebezpieczeństwami, jakie w dzisiejszych czasach czekają na samotne, spragnione miłości kobiety.


     Anioł na ramieniu to niezwykle przyjemna i ciekawa lektura. Język autorki jest plastyczny, lekki i prosty w odbiorze. Pisarka sprawnie wplata w treść ciekawe metafory. Choć zauważyć można w niej drobne niedociągnięcia, to sam pomysł na fabułę jest naprawdę rewelacyjny! Książkę można spokojnie pochłonąć w jeden dzień. Polecam głównie kobietom, szczególnie na mroźne wieczory, które nie chcą nas opuścić. Ta powieść zdecydowanie nas rozgrzeje, a gęsia skórka okaże się być konsekwencją przeczytanych słów - nie zimna panującego za oknem. Książka Pani Ani przepełniona jest emocjami i momentami zaskoczenia. Tempo akcji nie słabnie, a utrzymuje się na dobrym, wysokim poziomie. Liczę na to, że kolejna powieść, która wyjdzie spod pióra pisarki będzie równie dobra jak ta. Z wielką przyjemnością sięgnę po kolejny tom, gdyż autorka ma naprawdę bardzo duży potencjał i na pewno jeszcze wiele ciekawych pomysłów.


     Pragnę jeszcze zwrócić uwagę na niezwykle hipnotyzującą okładkę. Brawa dla wydawnictwa! Jak widać, okładki książek erotycznych mogą być naprawdę ładne i przykuwające uwagę czytelnika.


     Podsumowując, książka Anny Daszuta to nietuzinkowa powieść na spokojne wieczory. Fanki romansów i erotyków na pewno ją pokochają. Jest to również dobra książka na rozpoczęcie przygody z tego typu literaturą. Czas, jaki spędziłam na lekturze tej książki był niezwykle przyjemny i z chęcią kiedyś do niej wrócę. Zdecydowanie autorka ma duży potencjał i już całkiem dobry warsztat, dlatego liczę na to, że będzie go szlifować i niebawem zadowoli mnie kolejną swoją powieścią.




Za możliwość przeczytania i piękną dedykację serdecznie dziękuję Autorce! Aniu, dziękuję za każde ciepłe słowo, jakie od Ciebie dostałam. Dziękuję również za zaufanie, jakim mnie obdarzyłaś. Jesteś niesamowitą osobą! Jakiś dobry Anioł czuwa nade mną i postawił Twoją osobę na mojej drodze. Dziękuję! 

wtorek, 10 maja 2016

Kiedy księżyc jest nisko - Nadia Hashimi, czyli o rozstaniu z życiem...

"Kiedy księżyc jest nisko" - Nadia Hashimi



Przeżyłam już dość strachu i strat. Jestem zmęczona tkwieniem w pułapce. Co rano, kiedy się budzę i widzę, że nic się nie zmieniło, myślę, że ze mną już koniec [...] W takim piekle żyję i będę żyła już zawsze.



Tytuł: Kiedy księżyc jest nisko
Tytuł oryginału: When the Moon is Low
Autor: Nadia Hashimi
Tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 28 kwietnia 2016
ISBN: 978-83-65442-83-3
Liczba stron: 392
Moja ocena: 8/10


    Nadia Hashimi osiągnęła wielki sukces dzięki swojej debiutanckiej powieści Afgańska Perła. Lektura na wielu czytelnikach zrobiła ogromne wrażenie, głęboko poruszając. Okazała się być tak dobra, że ciężko było o niej zapomnieć. Po tak udanym debiucie zastanawiałam się, jak autorka poradzi sobie z kolejną książką. Czy utrzyma swój wyjątkowy styl? Czy i tym razem porwie serca wielu czytelników? Jak zostanie odebrana jej nowa powieść, biorąc pod uwagę fakt, że poruszany w niej temat odzwierciedla życie wielu uchodźców, o których tyle ostatnio się słyszy...


     Feribę poznajemy praktycznie od jej narodzin. Ta niewinna i bezbronna istotka już wtedy przeżywa pierwszy koszmar swojego króciutkiego życia. Przychodząc na świat, traci najbliższą osobę na świecie - matkę. Pomimo tego, Feriba wyrasta na mądrą, zaradną i niezwykle ambitną dziewczynę. Poświęca swoje najpiękniejsze lata życia na pracę w domu, pomagając przy każdym kolejnym dziecku swego ojca i jego nowej wybranki. Dziewczynka ma jednak swoje marzenia. Pragnie pójść do szkoły, nauczyć się czytać i pisać. Chce w życiu osiągnąć coś więcej i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Kobieta wychodzi za mąż, ma trójkę dzieci i spełnia się zawodowo w roli nauczycielki. Nikt nie przypuszcza, że już niebawem nad afgański Kabul nadciągną czarne chmury. Afganistan jaki znaliśmy do tej pory był przepełniony pięknymi barwami, ciepłem i miłością, a przede wszystkim bezpieczeństwem. Tak było w latach 70-tych. Wraz z wkroczeniem do kraju talibów wszystko diametralnie się zmienia. Jedną z ofiar staje się mąż Feriby. Kobieta musi podjąć niezwykle trudną decyzję. Zostać w kraju, w którym nie może zapewnić bezpieczeństwa i godnego bytu własnym dzieciom, czy opuścić swój świat, dom. Zostawić wszystko, co udało jej się osiągnąć, cały dorobek życia i ruszyć w drogę do Europy, poszukując szansy na przetrwanie. Przeważnie lubię wcielać się w bohaterów, o których czytam i razem z nimi poznawać kolejne historie. Wspólnie patrzeć, słyszeć i czuć. Teraz nie jestem w stanie. Po prostu nie potrafię. No bo jak? Jak mogę spróbować wczuć się w sytuację kobiety, która właśnie straciła męża, dom i wszystko co miała? Jak ja bym postąpiła na jej miejscu? Od 7 miesięcy już wiem, że najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo mojego dziecka i zrobiłabym dla niej wszystko. Nie potrafię jednak wyobrazić sobie co musiała czuć Feriba. Co musi czuć każda kobieta postawiona w takiej sytuacji... Jak potężny ból musi im towarzyszyć. Cierpienie dnia codziennego.


     Afganistan jest teraz krajem wdów i wdowców, sierot i kalek. Kalek bez prawej nogi... bez lewej ręki... bez dziecka... bez matki. Każdy coś utracił. Tak jakby pośrodku ziemi rozpostarła się czarna dziura, która wciągała kraj w swój nienasycony brzuch.


     Choć Nadia Hashimi nie opisywała prawdziwej historii, to jej bohaterowie są bardzo realistyczni. Autorka świetnie ich wykreowała, dbając o każdy najmniejszy szczegół. Pisarka posiada dobry warsztat i ma niezwykle lekkie pióro. Powieścią Kiedy księżyc jest nisko zdecydowanie dorównała swojej pierwszej książce. Nie osiadła na laurach. Jej styl i tym razem skradł moje serce. Byłam pewna, że tym razem obejdzie się bez łez. Książka Nadii Hashimi zafundowała mi emocjonalny wstrząs! Sprawiła, że podobnie jak pierwszej książki autorki, tej również długo nie zapomnę. Przecież temat jest tak codzienny. Wydawałoby się - tak oczywisty. Wystarczy włączyć jakieś wiadomości i na pewno znów usłyszymy wzmiankę na temat uchodźców. Żadne wiadomości nie oddadzą w pełni sytuacji, w której znalazło się tak wielu ludzi. Nie pokażą nam bólu rozstania z rodziną, domem, życiem. Rozstanie z życiem...  To odpowiednie określenie.


      Reasumując, książkę pragnę polecić każdemu, aby od środka poznać życie tysięcy ludzi, wzorując się na jednej rodzinie. Codziennie tak wiele osób zmierza do Europy. Każdemu przyklejamy tą samą łatkę. Wszystkich wrzucamy do tego samego worka. Dlaczego tak robimy? Dlaczego nie potrafimy dać szansy na szczęście tym, którzy na to naprawdę zasługują. Zapraszam do niezwykle refleksyjnej lektury. Na pytanie dlaczego spróbujcie odpowiedzieć sobie sami.



Książkę do recenzji przekazało Wydawnictwo Kobiece, za co serdecznie dziękuję.



     

sobota, 7 maja 2016

W poszukiwaniu siebie i lepszego jutra. "Szukając tego" - Kinga Tatkowska [recenzja]

"Szukając tego" - Kinga Tatkowska


Czasem doświadczamy czegoś, od czego chcemy uciec. Nigdzie konkretnie - byle dalej"


Tytuł: Szukając tego
Autor: Kinga Tatkowska
Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: luty 2016
ISBN: 978-83-8083-090-5
Liczba stron: 290
Moja ocena: 8+/10

     Szukając tego to książka, która pozornie wydaje się być zwykłą powieścią o problemach nastolatki, szukającej... No właśnie. Czego? Jest to książka, która potrafi rozbawić i poruszyć emocje. To powieść, która dzięki swej prostocie, okazuje się być promykiem słońca w pochmurny dzień. Szukałam czegoś lekkiego, przyjemnego i jednocześnie mądrego lub po prostu nie głupiego. Szukałam tego... Tylko czy znalazłam?

     19-letnia Nela szuka ucieczki od przeszłości. Szansy na lepsze jutro. Arek, 30-letni mężczyzna, który już dawno stracił nadzieję na lepszą przyszłość.
Ona z wierzchu silna i wybuchowa, lecz wewnątrz delikatna i krucha. On z ciałem wojownika, jednak z ogromnym cierpieniem w środku. Oboje pełni tajemnic i trudnych doświadczeń, boją się komukolwiek zaufać. Nawet sobie. Jak dwie zranione dusze poradzą sobie, kiedy ich drogi się przetną, a ucieczka w nieznane przerodzi się we wspólną podróż po Polsce?

     Kinga Tatkowska to młodziutka, bo niespełna 21-letnia debiutantka. Zazwyczaj czytając pierwsze poważne publikacje młodych ludzi, czuję duży niedosyt. Zauważam masę błędów i niedociągnięć. Tym razem jest inaczej. Autorka ma niezwykle przyjemny styl i prosty język. Pomimo tego, że pomysł na książkę nie jest zbyt oryginalny, to Kinga Tatkowska dopieściła swoją powieść w najdrobniejszym szczególe. W pewnym momencie zaczęłam żałować, że książkę czyta się aż tak dobrze, ponieważ zdecydowanie za szybko się skończyła.

     Autorka wprowadziła dużo dialogów. Część z nich przedstawia nam masę zabawnych sytuacji. Pamiętam, jak czytając jedną z nich, zalewałam się łzami, śmiejąc się sama do siebie. Musiałam dziwnie wyglądać, gdyż przechodząca obok starsza kobieta zapytała mnie, czy wszystko w porządku? Odpowiedziałam: "tak, ona po prostu ma okres" i ponownie zalałam się łzami. Starsza pani nie mogła jednak wiedzieć, że gdyby zjawiła się minutę później, zauważyłaby pojedyncze krople spływające po moim policzku. Tyle tylko, że tym razem były to łzy wzruszenia, płynące z serca. Taka właśnie jest ta książka - rozbawi czytelnika, wyciskając z niego słone krople, aby łatwiej było mu się poddać emocjom, które za chwilę nim zawładną...

     Bohaterów powieści nie poznajemy od razu, lecz powoli, z każdą kolejną kartką. Ze wszystkimi rozmowami i przytoczonymi przemyśleniami, czy wspomnieniami. Wiecie dlaczego "oddanie komuś serca wydaje się najbardziej przerażającą rzeczą na świecie..."? "[...] bo oddając komuś serce, oddajemy całego siebie i mamy nadzieję, że ten ktoś się nami zaopiekuje". Powieść Kingi Tatkowskiej pełna jest tak pięknych i ujmujących stwierdzeń. 
Bardzo spodobało mi się poruszenie motywu feniksa. Zapewne widząc główny baner bloga, domyślacie się dlaczego. Książka Szukając tego jest trochę jak ten ptak - piękna. Delikatna i drapieżna. Prosta, lecz unosząca ogromne emocje. 

     Po skończonej lekturze nie miałam do niej zastrzeżeń. Do momentu, aż przeczytałam krótką notkę o autorce. Okazało się, że Kinga Tatkowska pochodzi z mojego regionu. Uczęszczała do tego samego liceum co ja i mieszkała 20km ode mnie. Żałuję, że nie wykorzystała w podróży bohaterów naszych pięknych i niesamowitych okolic. Byłoby to na pewno bardzo ciekawe i oryginalne urozmaicenie, choć wybrać się nad morze również było miło.

     Podsumowując, książkę polecam każdemu, kto ma ochotę na coś lekkiego, a zarazem mądrego i niebanalnego. Powieść u niejednej osoby wywoła szczery uśmiech i poruszy skrywane emocje. Jeśli szukacie tego, to znajdziecie, oddając się lekturze Szukając tego. Czy ja znalazłam? Zdecydowanie tak! A co mnie jeszcze w niej urzekło? Słowa: koniec części pierwszej. Na zakończenie zostawiam Was z pewnym cytatem, który zapadł mi szczególnie w pamięć, bowiem nawiązuje do wspaniałej książki:
-Czego miałaby się bać róża?
-Tego, że najpierw się ją zerwie, weźmie się od niej wszystko, czego się potrzebuje, a potem pozostawi się ją samą, aż w końcu uschnie i już nigdy więcej nie zakwitnie na nowo. 
 
     

     Za egzemplarz przekazany do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res. Zapraszam również do polubienia profilu wydawnictwa na Facebook'u >klik<


środa, 27 kwietnia 2016

"Dzień miodu" - Annie Ciezadlo [recenzja]

"Dzień miodu" - Annie Ciezadlo




Tytuł: Dzień miodu. Opowieść o jedzeniu, miłości i wojnie
Tytuł oryginału: Day of honey. A memoir of food, love and war
Autor: Annie Ciezadlo
Tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 978-83-273-0085-0
Liczba stron: 496
Cena: 39,90
Moja ocena: 5/10


         Ostatnio dość często spotykam się z pytaniem, czy zdarza mi się wybierać książki po okładce? Zawsze odpowiadałam, że tak, moja intuicja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Piękna okładka i smakowity tytuł sprawiły, że w moje dłonie wpadł Dzień miodu, a wyobraźnia zaczęła powoli budować odpowiedni nastrój. Przekonana, że znalazłam kolejną literacką perełkę, czym prędzej zabrałam się za czytanie z kubkiem aromatycznej herbaty.


          Okazuje się, że książka jest reportażem Annie Ciezadlo opisującym przedstawiającym jej pobyt w Budapeszcie i Bejrucie. Kobieta wychodzi za mąż za Libańczyka i wspólnie kierują się w rodzinne strony męża. Zrozumiały dla mnie jest stres towarzyszący kobiecie, który stara się odegnać poprzez gotowanie oraz naukę nowości, jakie niesie za sobą kuchnia bliskowschodnia, W międzyczasie poznajemy fakty dotyczące konfliktu Hezbollanu z Izraelem. Autorka bardzo szczegółowo prezentuje detale polityczno-historyczne, posługując się często ciężkim w odbiorze językiem. Brakuje tu kobiecej subtelności, ciekawego i nastrojowego wprowadzenia. Przykro mi to stwierdzić, ale natłok informacji i związany z tym ciężki język jest nużący. Ze względu na tak dużą ilość politycznych i historycznych szczegółów, książka dłużyła mi się niemiłosiernie. 


          Co dla mnie było największym plusem? Dzień miodu to książka, zawierająca niezwykle smakowite opisy arabskich potraw, pobudzających wszystkie zmysły. Niestety również w tym miejscu informacji jest po prostu za dużo. Na szczęście autorka zgrabnie przeplata suche fakty z dużą dawką emocji, dzięki którym łatwiej można dobrnąć do końca. W całą fabułę wplecionych jest wielu bohaterów - zwykłych mieszkańców regionu, za sprawą których przedstawiona historia staje się bardziej żywa.


         Decydując się na tą pozycję liczyłam, że Dzień miodu to prawdziwa uczta, którą należy się rozkoszować. Druga część tytułu mówi, że jest to "opowieść o jedzeniu, miłości i wojnie". Osobiście wykreśliłabym słowo miłość. Według mnie za dużo w niej jedzenia i przede wszystkim wojny, przedstawionej tylko za pomocą suchych faktów. Podchodziłam do niej kilka razy z nadzieją, że w końcu się przekonam, iż jest to ciekawa lektura. Myślałam, że muszę do niej bardziej dojrzeć. Nic z tego, nie udało się. Uważam, że książka ma duży potencjał. Autorka miała ciekawy pomysł, ale nie do końca umiejętnie go wykorzystała. Mnie przytłoczył nadmiar historycznych i politycznych faktów oraz zbyt drobiazgowe skupienie się na tamtejszej kuchni. Brakowało mi również bliższego poznania z Annie i jej męża. Nie miałam możliwości się z nimi zaprzyjaźnić, choć bardzo chciałam. Udało mi się co najwyżej polubić główną bohaterkę. Czytałam pozytywne opinie na temat audiobooka, czytanego przez Magdę Kumorek. Może ona jest w stanie bardziej tę książkę ożywić? Ja nie potrafię, choć bardzo lubię tematykę Bliskiego Wschodu. Dodam jeszcze, że ostatnie 40 stron to przepisy kulinarne. 


     Podsumowując, książki ani nie polecam, ani jej nie neguję. Autorka miała ciekawy pomysł i z całą pewnością ma duży potencjał, jednak w pełni go nie wykorzystała. Czułam duży niedosyt. Książka miała być wspaniałą ucztą, a okazała się historyczno-politycznym reportażem z dużą ilością kulinarnych przepisów i niuansów, które na pewno postaram się przetestować. Jeśli ktoś ma ochotę również je sprawdzić, to z chęcią podeślę. Widać piękna okładka i smakowity tytuł, to jednak nie wszystko.


A Wy, sięgacie po książki biorąc pod uwagę przede wszystkim okładkę? Mi zdarzyło się to kilka razy i w tym przypadku pierwszy raz popełniłam błąd. Chociaż nawet ta książka, która nie przypadnie nam do gustu, zawsze pozostawia po sobie jakiś ślad i niesie pewne przesłanie. Uważam, że nawet te książki, po które wiem, że już więcej nie sięgnę, mają swoją duszę.


czwartek, 7 kwietnia 2016

Podsumowanie kwartalnych zdobyczy - stosik 1

Obiecałam, że w osobnym poście podzielę się swoimi kwartalnymi zdobyczami, więc to robię. Przyznam się szczerze, że naprawdę nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ten jeden mały stosik troszkę się rozrósł... Książki pochodzą z różnych miejsc, o czym jeszcze napiszę. Na wstępnie jednak powiem jedno: nie bójcie się brać udziału w konkursach! Naprawdę warto i uwierzcie, można czasami coś wygrać! ;)
Zapraszam na krótki pokaz.


Pierwszy i czwarty stosik sama sobie zafundowałam. Byłam pewna, że nie było tego tak dużo. Wszystko dlatego, że dziś przyszła ostatnia paczka, w której było 10 książek. Stosik drugi, to książki, które otrzymałam w prezencie i nie tylko, o czym również przeczytacie dalej. Stosik trzeci to książki, które udało mi się wygrać. Brakuje w nim jeszcze 4 książek, jednak nadal na nie czekam.


Stosik pierwszy i czwarty (moje zakupy)



Książki z tego zdjęcia to zakupy w Biedronce!

1. "Uwikłani pokusa" - Laurelin Paige (recenzja)
2. "Bezwstydna cnota" -Nora Roberts (jedna z moich ulubionych autorek)
3. "Lady M." - Ałbena Grabowska
4. "Odcienie czerwieni" - Marta Motyl (tą książkę sprawiłam sobie na Dzień Kobiet ;) )
5. "Garść pierników, szczypta Miłości" - Natalia Sońska
6. "Kilka godzin do szczęścia" - Roma J. Fiszer
7. "Niewidzialne" - Heather Graham (wiosenna kolekcja biedronkowa)



Pierwszą z tych książek udało mi się już przeczytać, a recenzja w odnośniku przy tytule. Wszystkich pozostałych jestem niezmiernie ciekawa, tylko czasu brak!




7. "Tylko Ty" - Gabriela Gargaś
8. :Zanim zrozumiem" - Małgorzata Mroczkowska
9. "Chcę cię usłyszeć" - Diane Chamberlain
10. "I że ci nie odpuszczę" - Joanna Szarańska
11. "To, co zostało" - Jodi Picoult (od dawna zabieram się za jej książki i niestety dalej mi to nie wyszło...)
12. "Zaczęło się w Paryżu" - Cathy Kelly




Tu mamy małą zagadkę. Ciekawe czy ktoś zgadnie!
Oto pytanie:
Na jaką książkę / autora zapolowała nasza Kicia??? Spróbujcie odgadnąć nie wracając do pierwszego zbiorowego zdjęcia, ani nie zjeżdżając niżej, gdzie będzie zdjęcie bez naszego futrzaka ;)
Zobaczymy czy komuś wpadła w oko ta książka już na pierwszym zdjęciu. Piszcie w komentarzach!





I rozwiązanie zagadki ;)


13. "Złoto głupców" - Philippa Gregory (kolejna moja ukochana autorka!)
14. "Książę mgły" - Carlos Ruiz Zafon (cóż, wygląda na to, że to ulubieniec Kici)
15. "W krainie wodospadów" - Sofia Caspari (trzeci tom sagi argentyńskiej)
16. "Gildia magów" - Trudi Canavan (tom 1)
17. "Nowicjuszka" - Trudi Canavan (tom 2)
18. "Wielki mistrz" - Trudi Canavan (tom 3)

Jedna z moich ulubionych serii:





Nicholas Sparks:

19. "Ostatnia piosenka" 
20. "Najdłuższa podróż"
21. "Jesienna miłość"
22. "Na zakręcie"
23. "I wciąż ją kocham"
24. "Noce w Rodanthe"
25. "Bezpieczna przystań"






Stosik drugi, czyli otrzymane... 

26. "Ten jedyny" - Emily Giffin (powitalny prezent od Książki Kobiecym Okiem + piękna zakładka)
27. "Twój głos w mojej głowie" - Emma Forrest (prezent urodzinowy od kuzynki)
28. "Pokalane poczęcia" - Natalia Rogińska (prezent urodzinowy od przyjaciółki)
29. "Wszystkie kształty uczuć" - Edyta Świętek (prezent na dzień kobiet - recenzja)
30. "Ósmy kolor tęczy" - Martyna Senator (prezent na dzień kobiet - recenzja)
31. "Zaryzykuję dla ciebie" - N. Coori (prezent na dzień kobiet - recenzja)
32. "Pozytywka" - Agnieszka Lis (prezent na dzień kobiet)
33. "Od urodzenia" - Elisa Albert (egzemplarz recenzencki przekazany od Asi z bloga Niebieska zakładka, którego serdecznie polecam - recenzja)
34. "Pokój" - Emma Donoghue (prezent urodzinowy od kuzynki)
35. "Czarownica" - Philippa Gregory (jedna z moich ulubionych autorek! Dzięki temu prezentowi od bardzo bliskiej znajomej kolekcja książek P. Gregory już prawie pełna!)






Te egzemplarze są dla mnie w pewien sposób szczególnie ważne. Pisałam Wam już, że udało mi się nawiązać pewne współprace.
O pierwszej z nich już Wam mówiłam - jako jedna z kilku blogerek wygrałam konkurs u Wydawnictwa Jaguar na książkę:
36. "The Witch Hunter. Łowczyni" - Virginia Boecker (recenzja)

Kolejne trzy pozycje pochodzą bezpośrednio od autorek książek, za co serdecznie dziękuję!

37. "Mniej więcej grzeczne rymy" - Hanna Milewska (wiersze dla dzieci w przedziale wiekowym 4-8 lat - recenzja wkrótce!)
38. "Z pamiętnika samotnej wróżki" - Ewa Zdunek (zbliżam się do końca książki i zdecydowanie nie przypuszczałabym jaką treść może ona zawierać - o tym już niebawem, a przy tym będzie niespodzianka!)
39. "Chilli" - Pola Rewako (na tą książkę mam wrażenie, muszę przygotować się psychicznie)


Stosik trzeci, czyli WYGRANE

Wszystkie cztery książki z tego zdjęcia udało mi się wygrać w jednym konkursie organizowanym na fanpage Wydawnictwa Otwarte


40. "Powrót do Daringham Hall" - Kathryn Taylor
41. "Ocalić Daringham Hall" - Kathryn Taylor
42. "W krainie kolibrów" - Sofia Caspari (tom 1 - recenzja)
43. "W krainie srebrnej rzeki" - Sofia Caspari (tom 2)


44. "Ballada o ciotce Matyldzie" - Magdalena Witkiewicz (wygrana w konkursie u Poczty Książkowej. Przy okazji kto nie widział to zapraszam na mój FANPAGE, na którym dodałam zdjęcie tej książki, gdyż pierwszy raz dostałam tak pięknie zapakowaną książkę!)
45. "Szczepionki. Nie daj się zwariować" - Izabela Filc Redlińska (wygrana w konkursie na fanpage Wydawnictwa Otwarte)
46. "Niewypowiedziane słowa" - Agata Kołakowska (wygrana prawdopodobnie na fanpage bloga Przegląd czytelniczy)
47. "Historia ucieczki" - Elena Ferrante (wygrana na fanpage Wydawnictwa Sonia Draga)
48. "Ostatni pielgrzym" - Gard Sveen (wygrana na portalu Lubimy Czytać)
49. "Miłość pod koniec świata" - Grzegorz Filip (zabijcie mnie lecz nie pamiętam gdzie:( Albo na fanpage bloga Przegląd czytelniczy - wtedy "Niewypowiedziane słowa" u kogoś innego, albo właśnie ta pozycja u kogoś innego"


50. "Hotel szczęśliwych ślubów" - Haster Browne (wygrana na portalu Granice)
51. "Love ...a bez niej tylko mrok" - Nadia Szagdaj (wygrana na portalu Granice - recenzja)
52. "Jasioł i Mgłosia" - Walter Moers (wygrana na portalu Lubimy Czytać - przy okazji to moja pierwsza wygrana! )

Widzicie? Warto brać udział w konkursach. Do tego stosiku powinny być dołączone jeszcze 4 książki, jednak jeszcze na nie czekam!



W tym czasie udało mi się jeszcze zakupić dwie kolorowanki antystresowe i razem z Lenką dostałyśmy wspaniałą książeczkę do uzupełniania łącznie przez 7 lat! Wspaniały prezent za co jeszcze raz pięknie dziękujemy :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...