poniedziałek, 16 stycznia 2017

"Muza" - Jessie Burton [recenzja]




Tytuł: Muza
Tytuł oryginalny: The Muse: A Novel
Autor: Jessie Burton
Tłumaczenie: Agnieszka Kuc
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 24 listopada 2016
Liczba stron: 480


     O Miniaturzystce słyszałam, od kiedy pamiętam. Nigdy nie usłyszałam o tej książce złego słowa, a pomimo tego, nie sięgnęłam po nią. Dlaczego? Nie wiem. Może obawiałam się, że będę tą pierwszą, której historia zawarta na jej kartach nie przypadnie do gustu? Niedawno na rynek wydawniczy wyszła jednak kolejna powieść autorki, którą postanowiłam, że tym razem poznać muszę.

     Po jednej stronie płótna dziewczyna trzyma odciętą głowę swojej siostry, po drugiej - lew, który za chwilę poderwie się do zabójczego skoku... Obraz, który latem 1967 roku trafia do renomowanej galerii w Londynie, elektryzuje środowisko marszandów. To może być "śpioch", dzieło młodego hiszpańskiego artysty z lat 30.  XX wieku zaginione w trakcie wojny. Potwierdzają to listy z muzeum Prado oraz fundacji Peggy Guggenheim. Wskutek szczególnego zbiegu okoliczności stenotypistka zatrudniona w galerii, 26-letnia Odelle Bastien, trafia na trop fascynującej historii z Andaluzji roku 1936...

     Kiedy zobaczyłam, że dostępna jest już najnowsza książka Jessie Burton, nie zastanawiałam sie, tylko ją zamówiłam. Kilka dni później, listonosz zapukał do drzwi i zostawił przesyłkę. Najpierw wpatrzyłam się w okładkę, która choć nie mówiła mi nic o treści, którą zastanę w środku, to niezwykle mnie urzekła. Jest w niej coś magicznego. Zaskoczyła mnie trochę objętość książki, ale licząc na dobrą lekturę, cieszyłam się, że będzie jej pod dostatkiem. Wtedy przeszłam do opisu i przyznam, że trochę się przeraziłam. Sztuka, artyści, odległe dla mnie krainy i zmienny czas. Nie bałam się, że w rękach mam słabą książkę. Moje obawy były raczej skierowane ku przemyśleniom, że jej nie zrozumiem. Potrzebowałam trochę czasu, żeby się na nią przygotować i w końcu zasiąść w fotelu z kubkiem gorącej herbaty i historią, od której wiele wymagałam.

     Panna Bastion, to czarnoskóra kobieta, która przybyła do Londynu z Trynidadu z nadzieją na znalezienie lepszego życia. Niestety nie jest jej łatwo. Znajduje pracę i stara się żyć najlepiej jak potrafi, jednak musi się zmagać z rasistowskimi uprzedzeniami. Jej życie jest monotonne i rzekłabym - bezbarwne, do czasu, kiedy widzi w galerii pewien obraz... Kryje się w nim niezwykła tajemnica. Nagle czytelnik zostaje przeniesiony w czasie do malowniczej Andaluzji. To właśnie tutaj poznajemy losy pewnej żydowskiej rodziny, która uciekła w Wiednia.

     Przeczytałam tę książkę już dwa tygodnie temu i nadal nie mam pomysłu jak ją przedstawić, by zachęcić Was do jej przeczytania, bo zachęcam gorąco! Ale po kolei. Jak już pisałam, nie czytałam Miniaturzystki, choć teraz wiem, że jak najprędzej muszę to nadrobić. Muza jest po prostu... idealna. Jak na muzę przystało. Zachwyca właściwie wszystkim. Fabuła, styl, język, motyw, tajemnice, napięcie, emocje, refleksje, kreacja bohaterów, zakończenie... To tylko KILKA przykładów, które wykonane są naprawdę idealnie.

     Autorka perfekcyjnie włada piórem. Jej język jest lekki, prosty, a za zarazem niezwykle plastyczny. Pisarka zadbała o każdy możliwy detal. Dosłownie każdy. Nie pozostawiła nic, co wymagało by poprawy lub korekty. Miała fantastyczny pomysł na fabułę i umiejętnie go zrealizowała. Podobało mi się, że nie przeskakiwała szybko z jednej sceny na drugą, dając się nacieszyć chwilą czytelnikowi, jednak zrobiła to na tyle profesjonalnie, że nie pozwala się nudzić. Muza to nie tylko historia bohaterów, o których pisze Burton. To przede wszystkim uczucia, wartości życiowe, sztuka.

       Przez tę książkę można przemknąć z prędkością światła. Doświadczyć przyjemnych doznań i szybko zakończyć lekturę. Każdy kto tak zrobi, zda sobie sprawę, że popełnił kolosalny błąd. Takimi powieściami jak ta, należy się delektować. Autorka wciąga czytelnika licznymi tajemnicami, które po trochę odkrywa, by z kolejną kartką znów coś uknuć. To jest wręcz niesamowite. Pomiędzy intrygującymi tajemnicami przeplata się cała gama uczuć i emocji. Jessie Burton nie skupia się na jednym wątku. Wręcz przeciwnie. Wprowadza ich znacznie więcej niż można by przypuszczać. Do tego nie są to wątki błahe i proste, a trudne i ujmujące serce.

      Muza to książka, którą zdecydowanie mogę polecić wszystkim! Kobietom i mężczyznom, ludziom starszym i młodzieży, fanom powieści obyczajowych, romansów, czy thrillerów - każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Miłośnicy sztuki będą tę księgę wielbić, jednak tacy laicy jak ja, również będą z niej zachwyceni. Jest to powieść, która nie jest błahą historią. To lektura z wyższej półki, która zadowoli każdego, kto postanowi wyciągnąć po nią rękę. Gwarantuję, że na długo pozostanie w głowie i z wielką przyjemnością będzie się chciało do niej wrócić! Gorąco polecam!







Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu


środa, 11 stycznia 2017

"Powietrze, którym oddycha" - Brittainy C. Cherry [recenzja]




Tytuł: Powietrze, którym oddycha
Tytuł oryginału: The Air He Breathes
Cykl: Elements. Żywioły tom 1
Autor: Brittainy C. Cherry
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 20 lipca 2016
Liczba stron: 400


     Po tę książkę właściwie nie chciałam sięgać. Podejrzewałam, że wszechobecne zachwyty nad nią są mocno przerysowane.Po co więc sięgać po książkę, która najprawdopodobniej mnie rozczaruje i sprawi, że będę mieć pewność, aby nie ufać czyjejś opinii. Każda przecież jest mocno subiektywna i nie musi mi się podobać to, co koleżance, czy koledze. Rozmawiałam jednak z koleżanką, która mocno mnie do niej namawiała. Mamy podobny gust, uległam...

     Ostrzegano mnie przed Tristanem Colem. "Trzymaj się od niego z daleka" mówili. "Jest okrutny". "Jest zimny". "Życie go nie oszczędzało".
Łatwo skreślić człowieka na podstawie jego przeszłości. Właśnie dlatego łatwo było w Tristanie dostrzec potwora. 
Ale ja nie potrafiłam tego zrobić. Zaakceptowałam spustoszenie, które w nim panowało.  Sama czułam się bardzo podobnie.
Oboje wypełnieni pustką.
Oboje szukający czegoś innego. Czegoś więcej.
Oboje pragnęliśmy poskładać roztrzaskane fragmenty naszej przeszłości.

      Czasami dobrze jest mieć znajomych, którzy porządnie Wami potrząsną i powiedzą: CZYTAJ! Posłuchałam, przeczytałam i przepadłam! Nigdy w życiu nie spodziewałabym się po tej książce czegoś takiego. Po prostu WoW!

      W życiu nigdy nie możemy być niczego pewno. Po prostu niczego. Jednego dnia mamy wspaniałą rodzinę, dom, pracę. Wszystko. Wystarczy ułamek sekundy, by to stracić. Kogoś, kogo się kochało. Coś, co nazywało się domem. Całe otoczenie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, a my stoimy w miejscu nie wiedząc, w którą stronę postawić pierwszy krok. Tak stało się z Elizabeth oraz Tristanem. Ich życie nagle diametralnie się zmienia, a los niespodziewanie krzyżuje ich drogi.

     Początkowo myślałam, że będzie to słaby romans. On i ona, oboje zranieni, z rysami na przeszłości. Połączy ich szaleńczy wir niespełnionej miłości. Jakże bardzo się myliłam....

     Powietrze, którym oddycha naładowane jest ogromnymi emocjami, które poruszą najtwardsze serce. Nie raz i nie dwa czułam na policzku spływające łzy. Ta powieść zdecydowanie zmusza do refleksji. Do zatrzymania się na moment i zastanowienia, co jest dla nas w życiu najważniejsze. Pokazuje w piękny i ujmujący sposób, jak dbać o własną rodzinę i ludzi, na których nam zależy. Czytelnik dostaje wielką dawkę uczuć i emocji oraz radę, aby kochać póki jest to możliwe.

     Opisywana dziś książka jest pierwszym dziełem autorki, które przyszło mi poznać. Wcześniej myślałam, że to książki bardziej dla młodzieży, po które nie sięgam zbyt często. Tutaj również się myliłam. Teraz wiem, że koniecznie muszę poznać Kochając pana Danielsa. Z wielką niecierpliwością czekam również na kolejny tom, czyli Ogień, których ich spala. Liczę na równie dużą dawkę emocji i wzruszeń.

      To, co najpiękniejsze w takich książkach, to fakt, że autorka oprócz wzruszania czytelnika i doprowadzania go do łez, potrafi również szczerze rozbawić. Brittainy C. Cherry udało się to kilkakrotnie, a na wspomniane sytuacje nadal się uśmiecham. Powietrze, którym oddycha to jedna z tych powieści, po których żadna następna nie będzie na tyle dobre, by jej dorównać. Minie chyba jeszcze trochę czasu, zanim uda mi się poznać coś równie dobrego. Ta powieść jest po prostu rewelacyjna!

     Powietrze, którym oddycha to wspaniała powieść, który trzyma w emocjonalnym napięciu od pierwszej do ostatniej kartki! Pobudza uczucia, wzrusza, skłania do refleksji i rozśmiesza. To jedna z piękniejszych książek, jakie ostatnio udało mi się przeczytać. Gorąco polecam :)

wtorek, 10 stycznia 2017

"Przypomnij mi, kim jestem" - Matthew Thomas [recenzja]




Tytuł; Przypomnij mi, kim jestem
Tytuł oryginału: We Are Not Ourselves
Autor: Matthew Thomas
Tłumaczenie: Anna Zeller
Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: 26 października 2016
Liczba stron: 582


     Widząc zapowiedzi tej książki wiedziałam, że nie będzie to lekka lektura na spokojny wieczór. Wiedziałam również, że muszę ją poznać. Książka, która ma mnie do głębi poruszyć, wstrząsnąć emocje i sprawić, bym nie mogła się od niej oderwać. Uwielbiam takie powieści, dlatego też koniecznie musiałam ją poznać. Czy to kolejna debiutancka powieść, która mnie urzekła? 

     Eileen Tumulty, rocznik 1941, mieszka w Queens razem z rodzicami, imigrantami z Irlandii. Atmosfera w ich rodzinie, podgrzewana tabunem gości przewijających się przez mieszkanie i morze  wypitego alkoholu, oscyluje między udręką a euforią.. Eileen obiecuje sobie, że nie popełni błędów swoich rodziców. Wydaje się, że drzwi do wymarzonego świata elit otworzy jej ujmujący, choć introwertyczny naukowiec Ed Leary. Kiedy się pobierają, Eileen zaczyna naciskać na męża, aby chciał więcej: lepszej pracy, lepszych przyjaciół, lepszego domu. Jednak Ed nie zamierza stawać w tym wyścigu. Precyzyjnie zaplanowane życie Eileen zaczyna wymykać się spod kontroli, a z czasem pogrąża się w ciemności. Eileen, Ed i ich syn, Connell, rozpaczliwie próbują zachować pozory normalnej egzystencji i wbrew wszystkiemu pielęgnować wizję przyszłości, którą sobie wymarzyli.

      Literacki debiut Matthew Thomasa został szalenie doceniony. Został nominowany do wielu prestiżowych nagród. Przypomnij mi, kim jestem w 2014 roku znalazła się na listach najważniejszych książek według: New York Times; Washington Post; Esquire; Publisher Weekly i Entertainment Weekly. W mgnieniu oka zyskała miano bestsellera.

       Właściwie nie do końca wiedziałam, czego mogę się spodziewać. W końcu miała być to książka dotycząca poniekąd historii, ale i ludzkiej mentalności, rodziny i jej więzów, dojrzewania człowieka, akceptacji społeczeństwa. Obawiałam się, że treść mnie przerośnie i nie przyswoję lektury tak, jak powinnam. Okazuje się, że moje obawy były bezpodstawne. Autor za pomocą dość prostego i plastycznego języka porywa czytelnika do wielkiego świata, który nie zawsze jest tak piękny i kolorowy, jakby mogło się zdawać. Eileen marzy o wspaniałym, bogatym życiu. Cudownym domu, bardzo dobrej pracy, wspaniałych ludziach wokół siebie.

     Główna bohaterka dorastała wśród Irlandczyków. Było jej z tym dobrze do pewnego momentu. Kiedy poszła na studia, wszystko zaczęło się zmieniać. Właśnie w tym momencie zaczęła poznawać zupełnie inny, nowy świat. W tym miejscu Eileen zastanawia się nad swoim pochodzeniem. O ile wcześniej cieszyła się z tego kim jest, razem z rodziną uroczyście obchodziła Dzień Świętego Patryka i z wielką przyjemnością wybierała się na liczne rodzinne pikniki. Wraz z pójściem na studia zauważyła, że opinia innych zdaje się być coraz ważniejsza. A przecież ona miała swojego marzenia, które tak bardzo chciała spełnić. Jej zdecydowanym przeciwieństwem jest Ed, mąż Eileen. Jego nie interesują pieniądze i dobrobyt. Pragnie jedynie przysłużyć się społeczeństwu.

     Autor umiejętnie przedstawia czytelnikom życie w Ameryce po drugiej wojnie światowej. Pokazuje, jakim przemianom ulega. Świat, w którym dorasta syn Eileen nie przypomina już tego, w którym dzieciństwo spędziła ona i jej mąż. Bardzo podoba mi się sposób prezentacji zmian, jakie zachodzą w bohaterach i otaczającym ich świecie. Matthew Thomas spędził dziesięć lad, pracując nad swoim tekstem. Nie napisał zwykłej powieści, którą można przeczytać i odstawić na półkę sięgając od razu po następną. To książka, w którą trzeba się zagłębić, ale i delektować jej wspaniałością. Powieść niesamowicie mnie poruszyła i skłoniła do licznych refleksji. 

      To również powieść, którą warto przeczytać pod względem historycznym. Dziś nie każdy wie, że jeszcze kilkadziesiąt lat wstecz ludzie masowo uciekali z Irlandii. Właśnie o nich traktuje Matthew Thomas. Cóż za przewrotność losu. Kto by wtedy pomyślał, że już za niedługo Irlandia stanie się krajem, do którego szturmem będą napływać inni ludzie, w poszukiwaniu dobrej pracy i lepszego bytu? O ironio piszę ten tekst nie w Polsce, a właśnie na Szmaragdowej Wyspie - w Irlandii...

      Przypomnij mi, kim jestem to wspaniała powieść o rodzinie, która wiele przeszła, by znaleźć miejsce godne życia. To szczera i piękna opowieść o życiu, miłości, rodzinnych perypetiach, dążeniu do szczęścia i lepszego życia. Niesamowita historia skłaniająca do wielu refleksji. Drogi Czytelniku, gdziekolwiek będzie, pamiętaj kim jesteś. Gorąco polecam!





Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Wielka Litera


poniedziałek, 9 stycznia 2017

"Obsesja" - Nora Roberts [recenzja]




Tytuł: Obsesja
Autor: Nora Roberts
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 12 października 2016
Liczba stron: 560


    Każdy z nas ma ulubionych autorów. Może nie zawsze wszystkie książki danego pisarza przypadają nam do gustu, ale część mamy ulubionych. Tak też jest w przypadku Nory Roberts. Uwielbiam tę autorkę w powieściach romantyczno - kryminalnych. Mam na półce całą serię, więc kiedy zobaczyłam zapowiedzi najnowszej książki, wiedziałam, że muszę ją mieć. Czy i tym razem autorce udało się mnie porwać i zahipnotyzować? 

      Naomi Carson to młoda kobieta po traumatycznych przejściach, której dzieciństwo  zostało rozdarte przez szokującą zbrodnię. Mogło ją to zniszczyć, ale Naomi znalazła w sobie siłę by przetrwać i poświęciła się  swej pasji - fotografii, dzięki której mogła jeździć po całym świecie i robić zdjęcia. Teraz jednak postanowiła wreszcie zapuścić korzenie....

     Uwielbiam książki Nory Roberts, w których sporą część stanowią wątki kryminalne, przeplatane gorącymi romansami. Szykując się na wspaniałą ucztę, z wielkim apetytem zasiadłam do książki i... No właśnie. Nadal czuję głód. Niestety.

      Miało być pięknie, gorąco, mrocznie i tajemniczo. A jak było? Niezbyt mrocznie i niezbyt gorąco. Tak pośrednio mogłabym rzec. Co się takiego stało? Tego nie wiem, ale niestety Obsesja jest jak na razie najsłabszą powieścią autorki, zawierającą wątki kryminalne. Dobry mocny początek zapowiadał kolejną genialną historię. Jednak im dalej Naomi wędrowała, tym robiło się nudniej. Zazwyczaj pisarka szybko ucina wczesne lata życia bohaterów, przenosząc ich do dorosłości. Tutaj było inaczej. Część, w której Naomi i jej brat są dziećmi i nastolatkami jest mocno rozbudowana. To mnie ucieszyło. Dzięki temu od początku poznajemy odczucia nastolatków, ich poglądy i emocje. Wspólnie z nimi dorastamy. Wiemy jakie obrali w życiu drogi i co nimi kierowało. To zdecydowanie jest mocną stroną tej książki.

     Tym razem Nora Roberts bardzo dużą część powieści poświęciła na... właściwie nie do końca wiem na co. Nie powiedziałabym, że na mocno rozbudowany romans, bo i on był dla mnie znikomy, w porównaniu z poprzednimi jej książkami. Z kolei następną bardzo mocną stroną są bohaterowie. Kreacja ich jest rewelacyjna. Autorka zadbała o najdrobniejsze szczegóły. Wgłębiła się w ich psychikę, dzięki czemu wydają się być bardziej realni. W moim odczuciu Xander, który zabiega o względy Naomi jest trochę wyidealizowany, ale w końcu jest to typowa literatura kobieca, a część z nas tego właśnie chce. Ideału, do którego mogłaby wzdychać. Nie pogniewałabym się, gdyby Xander Keaton naprawił mój samochód (dlaczego nie mam auta?!). 

       Zabrakło mi rozbudowania wątku kryminalnego! Fakt faktem główna bohaterka długo boryka się z mroczną przeszłością, jednak miałam nadzieję, że przeszłość da o sobie znać wcześniej. Nie na kilkudziesięciu ostatnich kartkach. Tego było dla mnie zdecydowanie za mało. Niestety również szybko wpadłam na to, kto prześladuje główną bohaterkę i pech chciał, że moje przypuszczenia się sprawdziły. Miałam nadzieję, że Nora Roberts zawładnie mną podobnie jak w Świadku; Poszukiwaniach lub Trzech boginiach, niestety tak się nie stało. 

     Oczywiście pióro autorki się nie zmienia i w dalszym ciągu jest równie dobre. Autorka zagłębia się w środowisko swoich bohaterów, by oddać autentyczność sytuacji. Jestem pewna, że dla tych pań, które sięgną po twórczość autorki po raz pierwszy, będzie to ciekawa, tajemnicza i intrygująca lektura. Dla tych jednak, które podobnie jak ja mają już za sobą kilka dzieł Nory Roberts, może być za mało.

     Obsesja to powieść romantyczna przepleciona wątkami kryminalnymi. Napisana dobrym piórem intryguje i skłania czytelnika do zastanowienia się, kto i dlaczego chce uprzykrzyć życie Naomi. Rewelacyjnie wykreowani bohaterowie, to zdecydowanie najmocniejsza strona książki. Jeżeli jeszcze nie poznaliście twórczości autorki - zachęcam!






Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu 

sobota, 7 stycznia 2017

"Prawo pierwszych połączeń" - Agnieszka Tomczyszyn [recenzja]


Realizacja marzeń nie odbywa się w chmurach, tylko w rzeczywistości




Tytuł: Prawo pierwszych połączeń
Autor: Agnieszka Tomczyszyn
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 15 czerwca 2016
Liczba stron: 240


     Pióro Agnieszki Tomczyszyn jest mi znane od samego debiutu. W swoich dwóch pierwszych książkach z cyklu Ezotero, autorka zagłębia się w świat fantastyki. Spodziewałam się, że w podobnych klimatach będzie kolejna jej powieść, jednak miło się zaskoczyłam, kiedy dowiedziałam się, że wcale tak nie jest. Najnowsza książka pisarki to powieść młodzieżowo obyczajowa, która nasuwa na myśl powrót do ciepłych wakacji, gdy za oknem mróz.

     Świat to za mało. To przesłanie zdaje się być myślą przewodnią kilkorga młodych indywidualistów, których losy splatają się przypadkowo na obozie językowym na Korsyce. Odkryją tam smak wolności i bezcenną wartość przyjaźni. Ich energia, walka o spełnienie marzeń i wiara w to, że można żyć inaczej, a nie tylko podążać utartymi schematami jest zaraźliwa. Kariera gwiazdy rocka? Kurs fotografii w Arles? Miłość? Podróże? Czy wszystko jest na wyciągnięcie ręki?

      Przede wszystkim jest zadowolona z tego, że autorka postanowiła odejść (na chwilę) od swojego dotychczasowego gatunku. W tej powieści sprawdziła się rewelacyjnie. Jej plastyczny i prosty język idealnie wpasował się w nową tematykę, nadając tej historii lekkość i przyjemne ciepło. Czytałam już kilka opinii, mówiących o tym, że ta książka jest idealna na wakacyjne wieczory. To prawda. Jednak muszę przyznać, że w mroźne wieczory pod kocykiem, z gorącą herbatą w ręce nadaje się równie idealnie. Nasze myśli odpływają do gorącej Korsyki, dzięki czemu na chwilę jesteśmy w stanie zapomnieć i panującym mrozie tuż za oknem.

     Nowa historia, jaką stworzyła autorka może nie jest szalenie oryginalna i żałuję, że akcja powieści nie rozgrywa się nad polskim morzem, a na Korsyce, ale ma w sobie coś, co nie pozwala się od niej oderwać. Choć jest prosta w odbiorze, to za sprawą pięknej przyjaźni, niezwykle magiczna. 

      Autorka po raz kolejny udowadnia, że jej mocną stroną jest ciekawa i szczegółowa kreacja bohaterów, których nie sposób nie polubić. Moim ulubionym tym razem był Jonasz. Chłopak, choć początkowo negatywnie nastawiony do całego kursu językowego i wyjazdu na Korsykę, powoli zmienia zdanie i usposobienie. Rozumiem go. Sama byłam młoda i kiedy rodzice próbowali mi pokrzyżować wcześniej ustalone plany, nie byłam zbyt przyjaźnie nastawiona zarówno do sytuacji, jak i całego otoczenia.

     Najnowsza powieść Agnieszki Tomczyszyn pokazuje szczególnie ludziom młodym, że warto spełniać marzenia. Udowadnia, że wszystko jest możliwe, jeśli się do tego ambitnie dąży. Nie ma rzeczy niemożliwych, a wszystko co chcemy, jest na wyciągnięcie ręki. To wszystko jest w naszej głowie i rękach. Odrobina motywacji i działanie w określonym kierunku, a naprawdę wiele można osiągnąć.

       Prawo pierwszych połączeń to jak dotąd najlepsza powieść Agnieszki Tomczyszyn. Przyjemnie wciąga i za sprawą swojej lekkości przenosi na słoneczną Korsykę. To opowieść o wspaniałej przyjaźni, dążeniu do osiągnięcia zamierzonych celów i spełnieniu się w życiu. Plastyczny język autorki dodaje tej powieści delikatności i ciepła, które zdecydowanie się przyda na aktualne mrozy. Polecam!





Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu MG


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...