Tytuł: Kumulacja cierpień
Autor: Monika Fudali
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 18 listopada 2011
Liczba stron: 34
Czym jest cierpienie? Ile w stanie jest znieść człowiek? W życiu kierujemy się własnym szczęściem, wygodą, czy może mniejszym złem? Jest wiele pytań, na które od długiego czasu szukam odpowiedzi, które nie zawsze okazują się być proste i jednoznaczne. Podobnie jest z moim czytelnictwem. Ciągle szukam nowości, ciekawych inspiracji i czegoś, co mnie zachwyci i mną wstrząśnie. Czy udało się to tej niepozornej książeczce?
Kumulacja cierpień to literacki debiut Moniki Fudali. Ze słowem autorki spotkałam się już wcześniej, przy lekturze Niezapominajki, którą bardzo polecam. Tamta książka była bardzo cienka, dlatego też przypuszczałam, że pierwsze dzieło autorki również nie będzie zbyt opasłe. Mimo wszystko ten debiut mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak krótki. Niezbyt długie teksty potrafią mnie jednak pozytywnie zaskoczyć, więc i temu dałam szansę.
Starsze małżeństwo umiera. Nikogo właściwie to nie dziwi, w końcu sędziwy wiek dał się we znaki. Umarli nagle razem? Nie ważne, przecież to naprawdę starsze osoby. W miejscu, gdzie stała ich posiadłość trwa budowa. Czytelnik już na samym początku jest świadkiem przerażającego widoku, gdzie malutkie zwierzątko wygląda, jakby opętał go sam szatan. To, co dzieje się z popielicą przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Popielica drapie pazurkami o chodniki, targają nią dreszcze. Sama myśl o tym, co się z nią dzieje jest okropna. Po zwierzęciu nie zostaje nic, prócz... złotej, pięknej rzeźbionej szpilki. Drobny, piękny drobiazg, który każdy chętnie przygarnie. Tak też czyni pewien mężczyzna, który był świadkiem tragicznego końca zwierzęcia.
Ten tekst, jest tak krótki i jednocześnie tak dobry, że nie wiem od czego zacząć. Bohaterów nie ma wielu, a Ci co są, po prostu są. Nie zagłębiamy się w ich przeszłość. Nie dowiadujemy się jakimi są ludźmi w chwili obecnej. Nie poznajemy ich planów na przyszłość. Chwila trwa. Monika Fudali wrzuca nas w środek pewnej historii, którą poznajemy na tyle, by z wielkim efektem wow dojść do ostatniej kropki. To opowiadanie - bo tak trzeba je nazwać - idealnie wpasowuje się w literaturę grozy. Po skończonej czytance zastanawiałam się, czy autorka mogłaby tę fabułę rozbudować i wiecie co? Chyba bym tego nie chciała. Fakt, dobrej literatury nigdy za wiele, ale boję się, że opowieść straciłaby swój urok, swoje napięcie i emocje, jakie towarzyszom czytelnikowi. Nie przypuszczałabym, że krótkie opowiadanie tak może mną wstrząsnąć.
Niektórzy ludzie wierzą, że mury naszych domostw są niczym gąbka, która chłonie tyle, ile się w nią wleje. Nasze ściany chłoną wyrzucane przez mieszkańców cierpienia, wszelkie zło i to, czego chcemy się wyzbyć. Jednak jak każda gąbka w końcu się napełni, a nadmiar wody zacznie z niej uciekać. Tak jest i z cierpień. W pewnym momencie jest go na tyle dużo, że musi znaleźć swoje ujście, najlepiej w idealnej ofierze. To ciekawy, intrygujący i wciągający temat. Kto wie, ile w nim kryje się prawdy? Jestem pewna, że gdyby ktoś chciał na podstawie tego opowiadania napisać scenariusz do filmu lub serialu - to byłby hit!
Drobne, piękne drobiazgi nie bez powodu są wyrzucane. Czasami jednak lądują w zdecydowanie nieodpowiednim miejscu. Drogi czytelniku, zanim podniesiesz coś, co nie należy do Ciebie i sobie ów przedmiot przywłaszczysz, zastanów się, czy warto się narażać...
Kumulacja cierpień to niezwykle wciągające, zaskakujące i wstrząsające opowiadanie. Idealnie poprowadzona akcja, genialne napięcie i szokujące zakończenie. Całość jest niezwykle szokująca, a do tego bardzo emocjonująca.
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Autorce
Książka bierze udział w wyzwaniu: Dziecięce poczytania, Grunt to okładka, Pod hasłem, Olimpiada czytelnicza